niedziela, 22 marca 2020

RECENZJA „Była sobie rzeka” Diane Setterfield



RECENZJA „Była sobie rzeka” Diane Setterfield

O książce:
Data wydania: 11 marca 2020
Liczba stron: 480
Kategoria: romans
Wydawnictwo: Albatros

Opis książki:
„To była najdłuższa noc w roku, kiedy wszystko może się zdarzyć.
Trzy dziewczynki zaginęły. Jedna wróciła. Opowieść się rozpoczyna…

W ciemną noc w środku zimy w starej gospodzie nad Tamizą ma miejsce niezwykłe wydarzenie. Stali bywalcy właśnie zabijają czas opowieściami, kiedy w drzwiach pojawia się ciężko ranny nieznajomy. W ramionach trzyma martwą dziewczynkę. Kiedy godzinę później dziecko zaczyna oddychać, nikt nie może w to uwierzyć. Cud? Czy magiczna sztuczka? Może nauka będzie w stanie to rozstrzygnąć?

Mieszkańcy nabrzeży prześcigają się w pomysłach, by rozwiązać zagadkę dziewczynki, która umarła, a potem ożyła. Mijają jednak dni, a tajemnica wydaje się coraz bardziej nieprzenikniona. Dziewczynka okazuje się niema i nie może odpowiedzieć na pytania: kim jest, skąd pochodzi i co stało się z jej bliskimi. W tej sprawie pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości.

Tymczasem trzy rodziny wyrażają chęć, by wziąć dziecko pod opiekę. Zamożna młoda matka wierzy, że dziewczynka jest jej córką, która zaginęła dwa lata wcześniej. Rodzina farmerów, która wciąż przeżywa sekretny romans syna, szykuje się na przyjęcie wnuczki. Skromna i skryta gospodyni proboszcza widzi w małej niemowie swoją młodszą siostrę. Każda z tych osób ma własną opowieść, której granice między rzeczywistością a fantazją są ulotne i rozlewają się czasami jak niekontrolowane wody rzeki.”



Moja opinia:
„Była sobie rzeka” to powieść, która zupełnie mnie zaskoczyła.

Przyznam, że w przypadku tej książki skusiła mnie okładka, która jest rewelacyjna. Przyciąga wzrok i będzie stała na mojej półce wyeksponowana, bo naprawdę się w niej zakochałam. Uważam, że to będzie jedna z najpiękniejszych okładek tego roku!

Ale dosyć o okładce, przejdźmy już do wnętrza…
Czytelnik zostaje wprowadzony w świat powieści w stylu baśniowym, lecz nie jest to Disneyowki klimat. Wręcz przeciwnie, ta historia od początku jest owiana chłodem, mrokiem i czujemy taki dystans, chcemy zachować bezpieczną odległość, odsunąć się od tej historii.

Znajdujemy się w gospodzie „Pod Łabędziem”  1887 roku, gdzie ludzie regularnie się spotykają, aby dzielić się historiami. Lecz ta noc jest inna, do karczmy wchodzi mężczyzna z martwą dziewczynką na ręku. Wszyscy są wstrząśnięci tą sytuacją, zwłaszcza, że owe dziecko po godzinie ożywa.
Nikt nie rozumie zaistniałej sytuacji, a tajemnicza dziewczynka straciła głos, w dodatku nic nie pamięta.
Wiadomo tylko, że na przestrzeni lat w tej okolicy zaginęły trzy dziewczynki.
Czy to jedna z nich?

Autorka zręcznie prowadzi fabułę, która jest skonstruowana w taki sposób, aby wodzić czytelnika za nos, sprawiając, że będzie on poszukiwał rozwiązań, które wciąż mu uciekają. Otrzymujemy wiele informacji, domysłów, z których można wyciągać wnioski, jednak każda kolejna strona coraz bardziej zaskakuje.

Powiem Wam, że ta książka naprawdę mnie porwała. Jest czymś zupełnie innym, niż do tej pory czytałam. Naprawdę się zachwyciłam, zakochałam i z przyjemnością Wam ją polecę.

Bohaterowie są świetni, akcja jest dynamiczna i podoba mi się to, że autorka tak lawiruje w tych wszystkich opowieściach, że nie byłam w stanie się domyślić, jakie jest rozwiązanie całej tej historii.

Wow, wow, wow!

Ach, no i to fantastyczne wydanie, do którego jeszcze na moment wrócę. Piękna obwoluta, urocza tasiemka, która ułatwia czytanie. Mapy, które znajdują się na wnętrzu okładki, wstawki tematyczne. CUDO.

Gorąco polecam, zakochacie się!

RECENZJA „Sposób na Francuza” Alicja Skirgajłło




RECENZJA „Sposób na Francuza” Alicja Skirgajłło

O książce:
Data wydania: 25 marca 2020
Liczba stron: 368
Kategoria: romans
Wydawnictwo: Editio

Opis książki:
Miłość trwalsza niż... tatuaż
Ona — córeczka tatusia. Nieco rozpieszczona, odrobinę rozkapryszona, ciut niegrzeczna. Lubi zabawę, adrenalinę, lekki powiew szaleństwa. Nie zawsze kontrolowanego. Ma własne studio tatuażu, ściga się w nielegalnych wyścigach motocyklowych, pracuje w firmie ojca produkującej markowe perfumy.
On — biznesmen. Człowiek poważny, ustabilizowany, przewidywalny. Oczekujący tego samego od innych, zwłaszcza współpracowników. Od czterech lat związany z Monique, znaną modelką.
Polka i Francuz. Oboje młodzi, oboje piękni, ale poza tym zupełnie różni, jak ogień i woda — jednak złośliwym zrządzeniem losu skazani na współpracę. Od pierwszego spotkania, podczas którego Theo omyłkowo bierze Aurelię za tancerkę go-go, to znajomość przesycona wzajemną niechęcią. Wyjątkowo silną, wydawałoby się, że nie do przezwyciężenia...
Czy aby na pewno?

Moja opinia:
„Sposób na Francuza” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alicji Skirgajłło.

Główna bohaterka ma na imię Aurelia, autorka starała się ją wykreować na kobietę z temperamentem, pewną siebie, zadziorną i… udało jej się to. Bohaterka jest ciekawa, bardzo charakterna i wprowadza dużo do akcji.

Do tego mamy Francuza, który jest nudną postacią. Facet bez humoru, taki wręcz zniewieściały. Ogólnie to Aurelia jest bardziej męska od niego.

Książka jest ciekawie napisana, gdyż przenosimy się w sam środek relacji hate-love, którą uwielbiam. Bohaterowie na początku nie pałają do siebie sympatią, dogryzają sobie, a ironia ich wypowiedzi niejednokrotnie mnie rozbawiła.
Jeśli szukacie czegoś na poprawę humoru – trafiliście idealnie. Dodatkowo, temperament głównej bohaterki jeszcze bardziej zaostrza tę sytuację sprawiając, że podczas dialogów nie dałam rady odłożyć lektury, musiałam doczytać do końca!

Do czasu, aż główni bohaterowie zostali parą tę książkę czyta się rewelacyjnie, wszystko zmienia się, gdy Aurelia i Theo się w sobie zakochują. Wtedy ta książka staje się taka hm… ckliwa, wręcz nierealistycznie przesłodzona, lukrowata, pewnie rozumiecie, o co mi chodzi.

Niemniej, czytając tę książkę byłam w takim nastoju, że potrzebowałam czegoś lekkiego, właśnie w stylu słodyczy, lukru, jednorożców i tęczy. Dlatego ta książka mi się podobała, niemniej, jak już trochę ochłonęłam to mój zachwyt minął. Nie zrozumcie mnie źle, ta książka jest dobra, jest dobrze napisana i początek jest rewelacyjny, stanowi świetną komedię romantyczną. Po prostu dalej zamiast realizmu dostałam love story rodem z Disneya, a nawet gorzej.

Aczkolwiek patrząc na zakończenie, jestem na tak. Poza tym, bardzo podoba mi się styl autorki i z przyjemnością się przekonam, jak wypadła w innej historii.

W tym przypadku nie wiem, czy mogę Wam ją polecić czy nie. Zdecydujcie sami.

czwartek, 19 marca 2020

RECENZJA „Mroźne łzy” Bree Barton




RECENZJA „Mroźne łzy” Bree Barton

O książce:
Premiera: 25 marca 2020
Kategoria: literatura młodzieżowa
Cykl: Heart of Thorns
Tom: 2
Wydawnictwo: Kobiece Young

Opis książki:
„Pełna magii i zaskakujących zwrotów akcji kontynuacja „Serca z cierni”

Mia Rose powraca do świata żywych. Nie ma pojęcia, kto wyniósł ją z lochów i porzucił w lesie, ale jednego jest pewna – musi odnaleźć swoją matkę w mroźnym królestwie Lumii. To jedyna szansa, aby ocalić bliskich.

Pilar uwalnia się od uroku Angelyne. Chce dotrzeć do Śnieżnego Wilka, legendarnego zabójcy czarownic. Tylko z jego pomocą ma szansę na wyzwolenie śnieżnego królestwa od krwawych rządów Zagi i Angelyne. Na swojej drodze spotyka księcia Quinna, który również szuka schronienia w Lumii.

Wszyscy muszą zmierzyć się z bolesną przeszłością i zdradą. Czy zdołają dotrzeć do magicznego królestwa, zanim będzie za późno? Czy w lawinie kłamstw istnieje szansa na wolność?

Moja opinia:
Czekałam na kolejny tom tej serii, zwłaszcza, że zakończenie pierwszego tomu było naprawdę emocjonujące.

Pierwsza część bardzo mi się podobała, dlatego z radością zasiadłam do lektury kolejnej części. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tym tomie, ale miałam nadzieję, że będzie równie ciekawy, jak pierwsza część.

Początki mojego spotkania z drugim tomem były trudne. Brakowało mi tej akcji z pierwszego tomu, tej dynamiki. Tu akcja toczyła się naprawdę wolno, a w wydarzenia nie mogłam się wciągnąć. Jak dla mnie były pisane trochę na siłę, naciągane.

Porównując ten tom z poprzednim zauważam wielką przepaść w prowadzeniu akcji i pomysłach na fabułę. Po prostu w „Mroźnych łzach” czegoś brakuje. Myślałam, że ta książka w całości będzie tak wyglądać, ale w którymś momencie coś zaczęło się dziać. Niestety, nie na tyle, abym ostatecznie wyrobiła sobie dobre zdanie na temat tej powieści. Jestem zawiedziona, bo „Serce z cierni” oceniłam naprawdę wysoko i byłam zauroczona tą historią.

Dobrze, że w tym przypadku całości dodaje uroku szata graficzna, okładka jest naprawdę niesamowita i przyciąga wzrok.

Nadrabiają również bohaterowie, których wziąć lubię. Autorka ukazała ich przemiany w obrazowy sposób i to w tej historii mnie przekonało i sprawiło, że moja ostateczna ocena jest wyższa. Ważne jest dla mnie budowanie postaci, jej podłoża psychologicznego, logiczność w jej decyzjach, zachowaniu.

Niestety, nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą tej powieści.

wtorek, 17 marca 2020

KARTOTEKA - Kinga Litkowiec




Imię i nazwisko / Pseudonim: King Litkowiec

Informacja o autorze:
Pochodzę z małej miejscowości w województwie Lubelskim. Na koncie mam dopiero jedną wydaną książkę – „Miasto Mafii”, jednak kolejne są już w przygotowaniu, jeszcze przed wakacjami zostanie wydany pierwszy tom cyklu „Demony Los Angeles”.

1. Co najbardziej lubisz/doceniasz w życiu?
Po urodzeniu dziecka zaczęłam doceniać czas wolny ;-). A tak poważnie... Obecność bliskich mi osób, ich wsparcie i wiarę we mnie. To najważniejsze.

2. Ile książek masz na swoich półkach?
Przyznam szczerzę, że nigdy nie liczyłam. Myślę, że około 300.

3. Możesz zmienić świat, co robisz?
Najpierw likwiduję choroby.

4. Jakie masz talenty?
Chyba umiem pisać ;-). A tak poza tym, to beztalencie ze mnie ;-). Może gotowanie jeszcze mi wychodzi.

5. Skąd bierzesz pomysły na imiona dla bohaterów?
Czasami samo wpada mi coś do głowy. Bywa też tak, że wybieram imiona aktorów lub muzyków, których lubię.

6. Jak wygląda Twój pokój (dowolny bądź ulubiony)?
Górują w nim szare kolory i minimalizm.

7. Co najbardziej lubisz robić w czasie wolnym? (Poza czytaniem i pisaniem).
Poza czytaniem i pisaniem? Hmmmm. Robię zdjęcia, gotuję, lub po prostu nic nie robię.

8. Co najbardziej lubisz jeść?
Wszystko, co ma w sobie szpinak lub piersi kurczaka.

9. Jaki jest najważniejszy dzień w Twoim życiu, dlaczego uważasz że to właśnie ten?
Narodziny mojego syna. Z przyczyn oczywistych, a także dlatego, że oboje cudem to przeżyliśmy.

10. Gdybyś miała/miał jedno życzenie to poprosiłabyś o?
O zdrowie. Dla mnie i moich bliskich. To najważniejsze.

sobota, 14 marca 2020

RECENZJA „Pętla. Narodziny” Magdalena Ojrzyńska




RECENZJA „Pętla. Narodziny” Magdalena Ojrzyńska

O książce:
Premiera: 20 lutego 2020
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Redfoss

Opis książki:
„Rodzina Korhornów sprowadza się do położonej daleko na północy osady.
Nowy dom i odległa kraina mają być dla nich miejscem, gdzie odnajdą spokój, na nowo poukładają swój świat i zapomną o bolesnej przeszłości. Wkrótce jednak okazuje się, że nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje.

Niepokój wkracza w progi domu. Skrywane przez Therese tajemnice, zaczynają jej ciążyć. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a sekrety mnożą tylko kolejne pytania.
Prawda, którą kobieta próbuje odkryć, staje się coraz bardziej przytłaczająca. Wraz z kolejnymi powiewami wiejącego od klifów wiatru atmosfera się zagęszcza, zapowiadając zbliżający się sztorm. Drzwi uśpionego domu otwierają się szeroko, a ukryta wewnątrz moc czeka na przebudzenie. Poukładany z trudem świat Therese z dnia na dzień chyli się ku upadkowi.

Moja opinia:
Debiut Magdaleny Ojrzyńskiej to powieść, którą miałam okazję przeczytać na długo przed jej premierą. Zafascynowała mnie na tyle, że moja strona objęła ją patronatem medialnym, miałam przyjemność napisać również rekomendację, którą znajdziecie na końcu recenzji.

Rodzina Kornhordów to z pozoru zwyczajna rodzinka, która wprowadza się do nowego miasteczka. Kornodów na miejscu, w ich nowych domu, wita sam burmistrz, Wolfgang, który jest serdeczną i nieco tajemniczą postacią.


Rodzina jest pełna obaw i z niepokojem podchodzi do nowego miejsca zamieszkania. Głowa rodziny, Aleksander, będzie pracował w tartaku, tak jak w sumie większość mężczyzn z miasteczka. Nie jest to duże miasto, stąd nie ma tu zbyt wielu ofert pracy. Natomiast Therese, jego żona, będzie zajmowała się trójką ich dzieci.

Z początku powoli przyzwyczajają się do zmiany, jaka zaszła w ich życiu. Starają się wieść poukładane życie. Alksander chodzi do pracy, dzieci do szkoły, znajdującej się w kościele, a Theresa wyściubia nos z domu głównie po zakupy, gdzie spotyka wiele osób. W książce nie mamy zbyt wielu miejsc, w których rozgrywa się akcja, dlatego łatwo się w tym wszystkim odnaleźć.

Bohaterowie, chociaż z pozorów prostolinijni, w końcu natrafiają na przeszkodę. W ich życiu pojawia się Tajemnica, która zmieni losy mieszkańców i ujawni wiele rzeczy.

Czy ucieczka pozwoliła im uciec od dawnego życia?
Jak bohaterowie poradzą sobie w zderzeniu z nową rzeczywistością?
Czego dotyczy Tajemnica?


„Pętla. Narodziny” to historia, której akcja płynie powoli, sielsko, zupełnie jak życie w małym miasteczku. Magdalena Ojrzyńska daje nam znaki, że w tej powieści jest ukryte drugie, magiczne dno, jednak są to tylko drobne poszlaki, a sama autorka nie wyjawia wprost o co chodzi. Będziemy się tego dowiadywać bardzo powoli, co pozwoli zbudować narastające napięcie, które w konsekwencji znajdzie ujście.

Podoba mi się to, że ta książka jest tak wyjątkowa w swojej prostocie. To historia, jakiej na rynku wydawniczym jeszcze nie spotkałam. Autorka nie wmusza w czytelnika setek informacji, nie robi drastycznych zwrotów akcji, nie mamy skrajnej przemocy, erotyzmu, a mimo wszystko łatwo się wciągnąć w tę historię.

Jestem pełna podziwu dla Magdaleny Ojrzyńskiej za to, że potrafiła stworzyć coś nietypowego, wręcz nowoczesnego, co sprawia, że czytelnik ma szansę rozwinąć swoją wyobraźnię i poszerzyć horyzonty czytelnicze. Trudno mi porównać tę książkę do jakiejś innej, niemniej, z całego serca ją polecam.

„Pętla. Narodziny” to książka traktująca o relacjach rodzinnych, tajemnicach, życiu w małym miasteczku, która wciąga czytelnika w swój swobodny świat, pozwala odpocząć, delektować się lekturą, a przy tym zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie!
Polecam.


Moja rekomendacja:
"Tajemnice, niedomówienia, głęboko skrywana prawda...
"Pętla" to fantastyczne rozpoczęcie trylogii w magicznym klimacie.
Ciekawe osobowości i wciągająca akcja sprawiają, że czytelnik nie może oderwać się od tej historii!
Polecam, Książki takie jak my"

czwartek, 12 marca 2020

RECENZJA „Tu i teraz” Ewa Pirce




RECENZJA „Tu i teraz” Ewa Pirce

O książce:
Premiera: 8 marca 2020
Liczba stron: 248
Kategoria: romans
Wydawnictwo: NieZwykłe

Opis książki:
„Noelle nie potrafi odnaleźć się w życiu. Jej świat rozpadł się w dniu, w którym wszystko, co kochała, zostało jej brutalnie odebrane. Mimo że ma dopiero dwadzieścia pięć lat uważa, że już przegrała.
Jedyne ukojenie znajduje w samookaleczaniu, a i to już jej nie wystarcza.
Jednak kiedy myśli, że już nic nigdy nie będzie dobrze, na jej drodze pojawia się on, Charlie.

Charlie dostrzega Noelle. Jako jedyny naprawdę ją widzi. Może dlatego, że sam przeżył podobną historię do tej, która dręczy ją. A może dlatego, że Noelle ma w sobie coś, co bardzo go pociąga.

Dwoje życiowych rozbitków, dwie trudne przeszłości, które być może połączą się w jedną przyszłość, chyba że zło znowu da o sobie znać.

Wodospad może wszystko zmyć i pozwolić zapomnieć o tym, co było. Jednak nie można bez końca stać pod strumieniem wody. Prawda?”

Moja opinia:
Książki Ewy Pirce regularnie goszczą na moich półkach, dlatego musiałam sięgnąć po „Tu i teraz”.

Zacznę od przedstawienia Wam Noelle, która jest ciekawą postacią. Jest piękną kobietą, która ma bardzo trudną przeszłość, co odcisnęło się na jej postaci. Byłam w stanie zrozumieć jej pewne decyzje, które skłoniły ją do tego, co planowała zrobić. Niemniej, cieszę się, że autorka nie skreśliła tej postaci i dała jej szansę na to, abyśmy mogli ją bliżej poznać…

…a wszystko to za sprawą Charliego! Jego życie również nie było usłane różami, a los rzucał mu pod nogi takie przeszkody, że nasz bohater w końcu się potknął.

Oboje są pokrzywdzeni przez los, złamani, na rozstaju z którego nie wiedzą, jak ruszyć dalej.
Ich spotkanie będzie przełomem, który zmieni ich życie.

Ta książka to zupełnie nowa odsłona twórczości Ewy, wciągnęłam się w tę historię i pragnęłam, aby strony nie umykały tak szybko. Dobrze mi się czytało o tych bohaterach, łatwo wciągnęłam się w fabułę i jestem zła, że to już koniec. Naprawdę jestem zła.

„Tu i teraz” to zdecydowanie jedna z najlepszych książek tej autorki, jeśli nie najlepsza. Trudno mi wybrać, gdyż książki Ewy są od siebie skrajnie różne, za każdym razem autorka stara się nas zaskoczyć i udaje jej się. Trudno mi porównać tę historię do jakiejś innej książki, bo po prostu szaleje we mnie burza emocji, która nie może znaleźć ujścia.

To, co Ewa zrobiła bohaterom tej książki powinno być karane. Niemniej, jest to powieść z efektem wow, o której z pewnością nie zapomnicie.

Nie chcę Wam za dużo zdradzać, dlatego powiem tylko, że jest to jedna z najbardziej przemyślanych powieści, jakie czytałam. Nie ma tu błędów logicznych, wszystko jest dopracowane, dopięte na ostatni guzik. Widać, że pisarka przyłożyła się do tej historii i postarała się, aby czytelnicy dostali pełnowartościowy produkt, jeśli tak można to ująć.
Ponadto, w tej książce zauważyłam, jak rozwinęła się twórczość Ewy, gdyż czytałam prawie wszystkie jej książki. Widać dużą przepaść od jej poprzednich powieści, co stanowi komplement dla autorki.

„Tu i teraz” to zdecydowany hit tego roku i powieść, która powinna mieć status bestsellera. Niebanalna, niezwykle przemyślana i wartościowa historia o ludziach, którzy są zwyczajni, a życie w pewnym momencie ich przytłacza.
Ciekawa historia, na czasie i dająca do myślenia.
Polecam.

wtorek, 10 marca 2020

KARTOTEKA - Beata Majewska/Augusta Docher




Imię i nazwisko / Pseudonim: Beata Majewska/Augusta Docher

Informacja o autorze:
Polecam zerknąć na mój autorski FP. Tam uprawiam spektakularny ekshibicjonizm.

1. Co najbardziej lubisz/doceniasz w życiu?
Och. Trudne pytanie. Chyba mój dom. Gdyby jeszcze wokół panowała sterylna cisza, byłabym w raju.

2. Ile książek masz na swoich półkach?
 Mnóstwo. Mimo tego, że stale się ich pozbywam (rozdaję, sprzedaję), więcej przybywa niż znika. Pewnie z tysiąc, plus kilkaset e-booków J

3. Możesz zmienić świat, co robisz?
Ojej, jeszcze trudniejsze. Nie mam pojęcia, za duża odpowiedzialność, nawet Pan Bóg czasami nie ogarnia, co wyprawiamy, ale okej, mam pomysł: sprawiam, że znikają komary. Wszystkie. I nic nie powstaje w ich zastępstwie.

4. Jakie masz talenty?
Chyba żadnego. Nie czuję się szczególnie utalentowana.

5. Skąd bierzesz pomysły na imiona dla bohaterów?
Z głowy. Z łapanki (imiona znajomych). Bywa, że pod wpływem jakiejś nowej znajomości.

6. Jak wygląda Twój pokój (dowolny bądź ulubiony)?
Mogę zdradzić jak wygląda moja sypialnia. To małe pomieszczenie, pierwotnie miało być łazienką, wąskie, ciemne, bardzo ciche, chłodne, z małym oknem i błękitnymi ścianami. Mój mąż mówi, że śpię w karcerze, ale prawda jest taka, że to idealne miejsce do spania, bo jest cicho, ciemno i zimno, czyli tak jak lubię. Oczywiście 2/3 powierzchni zajmuje łóżko, a pozostałą książki.

7. Co najbardziej lubisz robić w czasie wolnym? (Poza czytaniem i pisaniem).
Podróże. Leżenie na plaży to moja najulubieńsza czynność, poza tą wiadomą, czyli seksem ;) (mamo, nie czytaj tego!)

8. Co najbardziej lubisz jeść?
O matko. Teraz to nic, bo się odchudzam. Wszystko lubię. Im bardziej niezdrowe, tym lepiej smakuje. Musi być tłusto, smacznie, na bogato. Nie dla mnie koktajle z jarmużu. Wolę frytki, pączki z lukrem i befsztyk tatarski. (Nie róbcie tego w domu!)

9. Jaki jest najważniejszy dzień w Twoim życiu, dlaczego uważasz że to właśnie ten?
Jeszcze chyba nie nadszedł? A może już dawno mam go za sobą. Generalnie to chyba każdy dzień jest ważny, nawet taki przełażony w koszuli nocnej.

10. Gdybyś miała/miał jedno życzenie to poprosiłabyś o?
O zdrowie i szczęśliwe życie dla wszystkich moich najbliższych.

środa, 4 marca 2020

KARTOTEKA - Katarzyna Mak





Imię i nazwisko / Pseudonim: Katarzyna Mak

Informacja o autorze:
Pochodzi z lubuskiego, urodziła się w Gorzowie Wielkopolskim i zamieszkuje okoliczną wieś. Autorka między innymi: Dwudziestu minut do szczęścia, sagi Między nami miłość, na którą składa się Niepokorna, Nieuchwytny i Nierozłączni, Usłanych różami.

1. Co najbardziej lubisz/doceniasz w życiu?
Prawdomówność i szczerość. I także miłość – bez niej życie nie miałoby najmniejszego sensu.

2. Ile książek masz na swoich półkach?
Ojej, całe mnóstwo, a jak do tego doliczyć własnoręcznie napisane…😉

3. Możesz zmienić świat, co robisz?
To bardzo trudne pytanie. Uczę miłości do drugiego człowieka, bo wydaje mi się, że wiele osób najczęściej właśnie o tym zapomina…

4. Jakie masz talenty?
Ciężko powiedzieć. Piszę, ale czy jestem utalentowana w tej dziedzinie, to trzeba by było zapytać moich czytelników 😉

5. Skąd bierzesz pomysły na imiona dla bohaterów?
W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiałam. One zaczynają żyć wraz z ich bohaterami, rodzi się pomysł na bohatera, a imię po prostu zaczyna do niego pasować. To zupełnie tak samo, jak w przypadku, gdy rodziły się moje dzieci 😊 Jedno spojrzenie i od razu wiedziałam, kim jest ów mały człowiek <3

6. Jak wygląda Twój pokój (dowolny bądź ulubiony)?
Uwielbiam stare meble. Mój salon urządzony jest antykami. Natomiast ostatnio moim ulubionym miejscem w domu stała się kuchnia. Przeszła przed świętami ogromną metamorfozę (jest tradycyjna, ale nie brakuje w niej efektu glamour) i uwielbiam w niej przebywać 😊

7. Co najbardziej lubisz robić w czasie wolnym? (Poza czytaniem i pisaniem).
O Jezu, dlaczego wykluczyłaś akurat te dwie czynności 😉 A tak serio, lubię przebywać z moim wnukiem, którego uwielbiam, lubię też podróżować, choć mam ku temu bardzo mało sposobności. Niemniej krótki wypad z mężem nad Bałtyk, spacer po Międzyzdrojach… Ach 😊

8. Co najbardziej lubisz jeść?
Rosół z domowym makaronem 😊

9. Jaki jest najważniejszy dzień w Twoim życiu, dlaczego uważasz że to właśnie ten?
Niestety nie jest to jeden dzień, a co najmniej kilka. Choćby mój ślub z mężczyzną, którego kocham nad życie, narodziny moich dzieci, a mam ich troje, narodziny wnuka, a pewnie jeszcze niejeden przede mną, każda wydana książka… Rozgadałam się? Cóż, taka już moja natura 😉

10. Gdybyś miała jedno życzenie to poprosiłabyś o?
O zdrowie i długie, spokojne i pełne miłości życie dla siebie i swoich najbliższych <3

sobota, 29 lutego 2020

RECENZJA „Tron prawdy” Pepper Winters




RECENZJA „Tron prawdy” Pepper Winters

O książce:
Premiera: 12 lutego 2020
Kategoria: romans
Liczba stron: 424
Cykl: Truth and Lies Duet
Tom: 2
Wydawnictwo: Kobiece

Opis książki:
„Porywający dark romance pełen zwrotów akcji i skrajnych emocji Dalsze losy bohaterów „Korony kłamstw“ Elle jest w niebezpieczeństwie. Porwana przez Grega nie wie, co ją czeka. W jego oczach widzi tylko opętanie i szaleństwo, które zaczynają ją coraz bardziej przerażać. Musi pogodzić się z myślą, że nikt jej już nie odnajdzie. Ani David, ani ojciec. Ani nawet Penn. Penn nie może znieść myśli, że Elle nie chce go znać. Zapętlił się w sieci kłamstw i oddałby teraz wszystko, żeby tylko móc powiedzieć jej prawdę. Musi odnaleźć dziewczynę za wszelką cenę. Tylko czy prawda wystarczy, aby móc odbudować jej zaufanie? I czy w ogóle jest szansa, że jeszcze ją zobaczy?”

Moja opinia:
„Tron prawdy” to bezpośrednia kontynuacja „Korony kłamstwa” i polecam czytać to w kolejności.

Elle została porwana, nikt nie wie gdzie się znajduje. Również Penny, który stara się ją odnaleźć, zostaje pobity, a za wszystkim stoi nie kto inny, jak Greg. Ta trójka bohaterów jest zaplątana w sieć niebezpieczeństwa, a Greg pociąga za sznurki… do czasu, aż Penny nie ma dość i budzi się w nim prawdziwy gniew. Postanawia odzyskać dziewczynę za wszelką cenę, którą przyjdzie mu zapłacić.
Konsekwencje tych wydarzeń będą trudne i bolesne dla wszystkich bohaterów, a Elle zmieni swoje zdanie na temat Penna.

W tym tomie mamy przedstawione dwa punkty widzenia – z perspektywy Elle i Penna. Uważam ten zabieg za bardzo dobry, gdyż to lepiej pomogło mi zrozumieć tę historię, przez co podobała mi się bardziej niż pierwszy tom.

Autorka zaplanowała dla nas kolejne intrygi, odkryła nowe sekrety, ujawniła tajemnice i dodała kilka nowych. Cała akcja toczy się szybko, Pepper Winters wprowadza czytelnika coraz głębiej w ten mroczny świat i sprawia, że albo mamy ochotę zostać tu na dłużej, albo uciec; wszystko zależy od gustu czytelnika.

Mnie ta powieść względem konstrukcji bardziej do siebie przekonała, ponieważ była przystępniejsza w odbiorze i więcej wyjaśniła. Aczkolwiek w kwestii fabuły uważam, że było trochę niedociągnięć i przerysowania. Niektóre sprawy były traktowane pobieżnie, przez co książka straciła na jakości.

Ostatecznie uważam, że ta książka jest ciekawa w odbiorze, aczkolwiek spodziewałam się czegoś więcej i niestety, w pewnym sensie się zawiodłam, bo mam bardzo wysokie oczekiwania wobec tej autorki, których tym razem nie udało jej się spełnić. Nie będzie chwalebnych poematów wobec tego tytułu, niemniej, ta książka nie jest zła, czy nudna, jest przeciętna, w pewnych momentach dobra. Mogę ją polecić, aczkolwiek niezbyt zachęcająco. Mam bardzo mieszane uczucia co do tego tytułu i ostatecznie trudno mi stwierdzić, w jakim stopniu mi się ta powieść podobała.

Książki Pepper Winters są ciekawe, autorka pokazuje nam mroczną stronę romansów i stawia na przemyślane fabuły, aczkolwiek w przypadku tej historii czuję pewien niedosyt.

Była to jedna z trudniejszych recenzji, jakie musiałam napisać, ponieważ naprawdę trudno było mi przekazać moją opinię na temat tej książki. Jeśli lubicie twórczość tej autorki to zachęcam do zapoznania się z tą powieścią i wyrobieniu samodzielnego zdania na jej temat.

Popularne posty