wtorek, 21 maja 2019

Poznaj autorkę - Emilia Wituszyńska



Imię i nazwisko: Emilia Wituszyńska

1. Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?

Tylko trzy? To jest ciężki wybór, kiedy czyta się dużo. Wszystkie, które spoczywają na mojej półce są moimi ulubionymi, ale jeżeli mogę wybrać trzy to pewnie będzie banalne, jednak należą one do moich ulubionych.
Po pierwsze Duma i Uprzedzenie – ze względu na swoją ponadczasowość. Cudowną Elizabeth i mniej cudownego Darcy’ego (jednak trzeba mu przyznać, że ma swój urok).
Drugą będzie Mały Książę – tak właśnie. Nie wyrosłam z niej, a wiele wątków zrozumiałam po latach ;) Osunął się powoli, jak pada drzewo. Piasek stłumił nawet odgłos upadku.” Na tych słowach zawsze mam łzy w oczach.
„Za gwiazdy, które słuchają i marzenia, które się spełniają” – to cytat z mojej najukochańszej serii – a jest nią… Dwór Cierni i Róż. Wciskam i polecam każdemu, kto lubi fantasy ;)

2. A ulubiona piosenka?

O muzyce, tak jak i książkach mogłabym rozmawiać bez końca. Słucham dosłownie wszystkiego, ale moim ulubionym gatunkiem jest rock ;) Moją ulubioną piosenką jest jednak R U Mine – Arctic Monkey, ale wierzcie mi, ciężko jest wybrać jedną spośród tak fenomenalnego albumu, jakim jest AM – Arctic Monkeys, jednak ta piosenka, za każdym razem wywołuje u mnie ciarki.

3. Jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie?

04.07.2018r. – Koncert Arctic Monkeys w Gdyni. Upalny dzień, za plecami zachodzące słońce i oni na scenie. Nie zapomnę tego do końca życia. A druga taka chwila to ta, w której otrzymałam maila od wydawnictwa xD

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?

To moje dwie starsze siostry. Zawsze mogę liczyć na ich cenne rady. Są moimi przyjaciółkami i wiem, że zawsze mogę liczyć na ich szczerość. Każda z nich jest inna i inspiruje mnie na odrębnych płaszczyznach, ale obydwie chociaż miłe i uprzejme, gdy ktoś im nadepnie na odcisk potrafią dać do wiwatu. Są niezwykle waleczne i nie boją się własnego zdania, chyba mam to po nich xD I tu ukłon w stronę rodziców, po których odziedziczyłyśmy charaktery :D Jednakże poza nimi poznałam wielu ludzi, które w jakiś sposób stały się moją inspiracją. To moi znajomi, szefowie. Jeżeli patrzy się uważnie, to każda postawiona na naszej drodze osoba ma za zadanie czegoś nas nauczyć.

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?

Czytam od 6 roku życia. Zaczynałam od Przygód Koziołka Matołka no, ale każdy od czegoś zaczynał xD Ja po prostu czytała, bo wszyscy w domu to robili. Mama wypłakiwała oczy nad „Karierą Emmy Hart” autorstwa Barbary Taylor Bradford (tak, pamiętam to do dziś). Później sama ją przeczytałam i to naprawdę cudowny romans. Tato zaczytywał się w kryminałach. Po obiedzie kładł się z książką i relaksował. Siostry pochłaniały Sagę o ludziach lodu, więc co miała robić mała Emilka? Zajęła się tym, co wszyscy w domu, żeby się nie nudzić i nie przeszkadzać. Stało się to dla mnie tak naturalne, jak branie kolejnego oddechu.
A pisanie? To było spontaniczne. W mojej głowie zaczęły pojawiać się pomysły na historie, które zaczęłam spisywać. One chyba zawsze tam były, tak myślę. Żyjąc w świecie książek w końcu sam zaczynasz je tworzyć. W każdym bądź razie, tak było ze mną. Moje pierwsze opowiadania to były tzw. opowiadania fanfiction. Pierwsze na topie były postacie z HP, a konkretnie Hermiona i Draco, następnie Edward i Bella. Tak to się zaczęło. Pisałam na blogu. Później dołączyłam do grupy wspaniałych ludzi, którzy pisali zbiorowe blogi na Onecie. Nazywały się one „Kroniki Maskarady”, a drugi to były „Dzieci Faerunu” i tam wraz z nimi opisywałam historię o wampirach, wilkołakach, czarownicach, elfach, magach itd. itp. To było niesamowite doświadczenie pisać wspólnie, gdy kolejny rozdział należał do kogoś innego i trzeba było dopasować fabułę do rozdziału poprzedzającego twój. Ogromnie żałuję, że straciłam z nimi kontakt. Później trafiłam na wattpad i dalej poszło.„Niebezpieczna Gra” nie jest pierwszą książką, którą napisałam, ale pierwszą, którą wydaje. Zawsze staram się kreować takich bohaterów, których sama bym polubiła czytając książkę. Mam nadzieję, że mi to wyszło, a wy przekonacie się o tym 15 maja J

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to, o czym piszesz?

Nie zawsze, ale w dużej mierze tak. Głównie, jeżeli chodzi o miejsca, gdzie obsadzona jest akcja. Mam prawie trzydzieści lat i jakieś tam doświadczenie życiowe też zdobyłam. Postaci w moich książkach mają moje cechy, ale również moich bliskich i przyjaciół. Poza tym studia, które ukończyłam i odbyte praktyki pozwoliły mi poznać różne środowiska. W Niebezpiecznej Grze główną bohaterką jest policjantka, a wzięło się to stąd, że kiedy byłam młodsza chciałam pracować w policji xD

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?

To moje ulubione pytanie! W Los Angeles <3 Uwielbiam słońce i wysokie temperatury. Moim marzeniem jest mieszkać w miejscu, gdzie zawsze jest ciepło. Widzę siebie na tarasie mojego domu (nie musi być duży), z laptopem lub książką na kolanach patrzę na ocean, za którym chowa się słońce <3

8. Gdybyś miała milion złotych, co byś z nim zrobiła?

Marzę o wycieczce samochodowej po USA i zobaczeniu miejsc, które znam tylko
z książek i telewizji :D I zmieniła mieszkanie na większe, z własnym pokojem, w którym urządziłabym biblioteczkę i miejscem do pisania własnych książek. Z detalami mogłabym opowiedzieć, jak będzie wyglądać xD

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?

Nie zawsze jest ku temu okazja. Codzienność nas zabija. Pęd, praca, rodzina, dom, gotowanie, sprzątanie i masa innych obowiązków. Jeżeli nie potrafimy wygospodarować czasu dla siebie samych, wpadamy w szarą otchłań codzienności. Nieważne, czy jest to czytanie książki, słuchanie muzyki, czy pisanie (albo jedno i drugie w moim przypadku), ale staram się każdego dnia złapać oddech i chwilę wytchnienia tylko dla siebie. Kiedyś przeczytałam taki cytat, nie pamiętam dokładnie jego treści, w każdym bądź razie zawierał słowa: „Zastanów się, czy za pięć lat będzie to miało znaczenie?” Jest to pytanie, które często sobie zadaję, szczególnie, kiedy przejmuję się czymś, na co nie mam wpływu. Czas i tak będzie płynął ze mną, czy beze mnie, więc czy jest sens bym nie realizowała swoich marzeń tylko dlatego, że się boję? Absolutnie nie! Jeżeli mam odwagę, by marzyć, muszę też znaleźć siłę, by te marzenia spełniać J

10.  Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny).

Zamieniam się w gwiazdę rocka. Tańczę i śpiewam. Jedno i drugie wychodzi mi koszmarnie, ale przecież i tak nikt nie widzi ;)

wtorek, 14 maja 2019

Poznaj autorkę - Małgorzata Radtke


AKCJA – POZNAJ AUTORKĘ



Imię i nazwisko: Małgorzata Radtke

1. Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?

Hm… Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, przecież rozmawiasz z pisarzem, a oni przede wszystkim powinni dużo czytać, a wtedy ciężko wytypować ulubione pozycje. Pozwolę sobie to pytanie nieco przeinaczyć i wskażę po prostu trzech autorów, których książki są na mojej półce: Jo Nesbø, Camila Lackberg, Jørn Lier Horst. Oczywiście jest tego więcej, ale wskazuję tylko trzy jak w pytaniu.

2. A ulubiona piosenka?

Jeszcze trudniejsze pytanie (śmiech). Nie ograniczam się do jednej piosenki, nie ma ulubionej. Słucham tego, co aktualnie pasuje do mojego nastroju, lub opisywanej sceny. W samochodzie zazwyczaj puszczam Unloco, Disturbed, albo Skrillexa, przynajmniej odzwierciedlają styl mojej jazdy.

3. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?

Oj, dużo takich wspomnień. Te, które ciągną się do czasów dzieciństwa, po nastoletnie przygody i dorosłe życie. Nie prowadzę rankingu, myślę, że to które z tych wspomnień będzie najpiękniejsze wyjdzie dopiero kilka sekund przed śmiercią. To o czym pomyślę, co sobie przypomnę, będzie właśnie tym co było najpiękniejsze.

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?

Chwilę się nad tym zastanawiałam i nie umiem wskazać ani jednej konkretnej osoby, która by mnie inspirowała. Zawsze podążam własną ścieżką, staram się nie iść tam gdzie tłum, ani nie przecierać śladów. Jest to ciężka droga, ale przynajmniej nie stoję w cudzym cieniu. Mogę śmiało powiedzieć, że do pisania inspiruje mnie życie: wydarzenia, podróże, sny. Ludzie też, ale przeważnie dla mnie obcy: napotkany bezdomny, który prosi o dwa złote, ciekawa rozmowa w sklepie, lub policjant, który podczas rutynowej kontroli opowiada żarciki. Unikam inspirowania się znanymi mi ludźmi, chociaż zaraz po tym jak oznajmiłam, że wydaję książkę otrzymywałam pytania od znajomych: A ja tam jestem? (śmiech)

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?

Czytałam od zawsze, choć nie tyle ile bym chciała. Byłam raczej dzieckiem ulicy niż molem książkowym. Dopiero z czasem moje priorytety się zmieniły, o ile dobrze pamiętam w szkole średniej. Przygotowywałam się do matury i złapałam do ręki Rok 1984 Orwella. Ta książka coś we mnie zasiała. Sprawiła, że zachciałam ruszyć z pisaniem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to ciężka przeprawa i tyle będę musiała się nauczyć, żeby napisać porządną książkę.

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to o czym piszesz?

Tak, w pewnym sensie wydarzenia mają wpływ na to co piszę. Co prawda jeszcze nie napisałam książki, w której zawarłabym wątki autobiograficzne, ale mam to gdzieś z tyłu głowy. Będzie to trudna powieść, jedna z kolejnych części z Szadym, który w tym roku zadebiutuje w Czerwonym Lodzie.

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?

Lubię spokojne miejsca, nie narzekam na swoje miasteczko, ale marzy mi się domek gdzieś na uboczu, najlepiej w lesie, blisko morza. Nie lubię chaosu, chociaż w nim przeważnie przebywam. Idzie się do tego przyzwyczaić, ale tak, najlepiej czułabym się w drewnianym domku, z kominkiem, gdzieś w lesie przy wiosce.

8. Gdybyś miała milion złotych, co byś z nim zrobiła?

Zainwestowałabym, żeby powiększyć swój kapitał. Teraz milion złotych to wcale nie tak dużo. I chociaż, znając moje życiowe szczęście, mogłabym szybko zbankrutować – nie przeszkadzałoby mi to. Gdyby udałoby mi się dobrze trafić z inwestycją wzięłabym pod swoje skrzydła schroniska, a przynajmniej tyle ile dałabym radę utrzymać. Kocham psy. Chciałabym, żeby mogły mieszkać w bezpiecznym, ciepłym miejscu. Dodatkowo podróżowanie i pisanie – bez limitów. Mogłabym nigdy nie wracać do domu, nawet tego w lesie (śmiech).

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?

Życie nie jest krótkie. Moim zdaniem jest wystarczające, no chyba, że zachorujemy na raka, lub inną śmiertelną chorobę, ale wtedy powiedziałabym, że życie jest ulotne. A czemu nie robimy tylu rzeczy, które lubimy? Na to pytanie nie znam odpowiedzi, bo ja robię wszystko co lubię. W życiu jestem przeważnie szczęśliwa. Wiadomo, niektóre rzeczy odkładam na później, bo praca, bo obowiązki, bo nieprzewidziane sytuacje czy problemy, ale nigdy nie marnuje czasu na coś czego nie lubię. Nauczyłam się podążać za głosem serca. To zależy od charakteru, ale pamiętaj: nic nie dzieje się samo. To my musimy działać, żeby tworzyć wokół siebie taką rzeczywistość jaką chcemy. I nie myślmy o śmierci, na nią nie mamy wpływu.

10. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny😊)

Gdybym odpowiedziała na to pytanie musiałabym zabić każdą osobę, która to przeczytała. A ponieważ przeważnie morduję w książkach, to wolę nie marnować czasu na takie tomiszcza, bo nikt nie wyda sagi o zabijaniu (śmiech).

Bardzo dziękuję za możliwość „przepytania” Cię. Mam nadzieję, że pytania nie były problemowe. 

Życzę wszystkiego dobrego!


wtorek, 7 maja 2019

RECENZJA „Niebo nad Amsterdamem” Agnieszka Zakrzewska

O książce:
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 400
Kategoria: romans
Cykl: Do jutra w Amsterdamie
Tom: 3
Wydawnictwo: Edipresse

Opis książki:
Agnieszka wraca do Holandii do willi w Sosnowym Lesie, którą pokochała od pierwszego wejrzenia. Razem ze Stijnem i ich córeczką dają opustoszałemu domostwu nowe życie, zgodnie z ostatnią wolą seniorki rodu de Bruin. Mijają lata, mała Annemarie dorasta i marzy o karierze pianistki tak jak jej sławna prababcia. Buntownicza natura nastolatki staje się źródłem coraz większych konfliktów pomiędzy nią a rodzicami. Pewnego ranka do sypialni Agnieszki i Stijna ktoś wrzuca spory kamień. Rozbita szyba jest początkiem lawiny zdarzeń, które są kolejnym sprawdzianem ich miłości. Kto nienawidzi rodzinę de Bruin tak bardzo, że nie cofnie się przed najgorszym? Kim jest tajemniczy baron van Heemstra? I wreszcie jaką to zagadkę z przeszłości skrywają przepastne archiwa pana prokuratora Jana van der Lindena? Zaskakująca i pełna zwrotów akcji historia, która jest dowodem na to, że życie potrafi pisać nawet najbardziej nieprawdopodobne scenariusze...”

Moja opinia:
Po „Do jutra w Amsterdamie” i „Pocztówki z Amsterdamu” przyszedł czas na kolejną, już trzecią powieść z tej serii o subtelnym tytule „Niebo nad Amsterdamem”.

Główna bohaterka zaprasza nas do willi w Sosnowy Lesie, wprost nad Morze Północne. To tutaj Agnieszka znajduje swoją bezpieczną przystań, w której może się wyciszyć, odpocząć i oddać rodzinnej sielance. Kobieta spędza czas z mężem, oraz córką Annemarie, która ma już czternaście lat! Wydają się szczęśliwą rodziną, w której nie brak miłości, troski i zrozumienia.

Mąż Agnieszki, Stijn pracuje jako pilot linii lotniczych, oczywiście holenderskich. Agnieszka wciąż rozwija się jako tłumaczka, a ich córka uczęszcza do szkoły muzycznej w Amsterdamie, gdzie spełnia swoje marzenie i rozwija swój talent. Młoda dziewczyna zaczyna wchodzić w wiek dorastania, co jest sprawą wielu nieporozumień między nią a rodzicami. Z natury buntownicza Annemarie przyniesie swoim rodzicom wiele kłopotów, które zaważą na komforcie i spokoju całej rodziny.

Agnieszka momentami nie wie, jak zapanować nad energiczną córką. Nie radzi sobie z jej nieokiełznanym dotąd temperamencie, co powoduje wiele przykrych sytuacji. Ta powieść realistycznie pokazuje relacje rodzinne, w których nie brak tych trudnych momentów. Wszak, życie nie składa się z samych idealnych chwil, które widzimy na pięknych zdjęciach. Życie to też wiele zmartwień, kompromisów i spraw, które trzeba sobie wyjaśnić.

„Niebo nad Amsterdamem” to przede wszystkim powieść o wychowaniu nastolatki, o problemach z młodą, dorastającą kobietą, która daje rodzicom w kość. Trzaskające i wieczne zamknięte drzwi, oraz notoryczny krzyk to niektóre aspekty tego trudnego wieku. Jak Agnieszka oraz Stijn poradzą sobie z zbuntowaną córką?
Czy uda im się znaleźć nić porozumienia?
Czy będzie tak, jak dawniej?

Książka jest napisana bardzo malowniczym językiem, a akcja nie zwalnia nawet na moment. Wszystko toczy się miarowym tempem. Podoba mi się fakt, że ta książka nie jest cukierkowa, lecz porusza dość ważną tematykę, która jest elementem ludzkiego życia.

Polecam.

Poznaj autorkę - Nina Nirali



AKCJA – POZNAJ AUTORKĘ

Imię i nazwisko: Nina Nirali

1.  Jaka jest Twoja ulubiona książka/książki (maksymalnie trzy)?
Bardzo trudny wybór. Wymienię te, od których ostatnio nie mogłam się w ogóle oderwać: Danielle Steel „Echa”, „Kod Leonarda Da Vinci” Dana Browna, „Kwiat pustyni” Waris Dirie.

2. A ulubiona piosenka?
Bez liku. W zależności od nastroju. Muzyka mnie od zawsze inspiruje. Często tygodniami słucham tworzonych przez siebie jako tło muzyczne do książek,  playlist. Wtedy taki zestaw staje się moim ulubionym.

3. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?
Kolejne, niezwykle trudne pytanie. Wspominam wiele zdarzeń z życia jako piękne: narodziny dzieci, pierwsze, własne mieszkanie czy też, pierwsza i każda kolejna, trzymana w rękach własna książka. Kolekcjonuję je wszystkie, niczym najcenniejsze okazy pamięci.

4. Kim jest osoba, która najbardziej Cię inspiruje?
Najbardziej inspirują mnie realne osoby, z którymi stykam się na co dzień. Także, pamiętajcie moi drodzy: nie wkurzajcie pisarza, bo może Was umieścić w swojej książce i zabić ;) To zdanie miała na swoim kubku moja koleżanka z pracy, również pisarka. Pozdrawiam Cię, Kathrin bardzo serdecznie <3

5. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami, zarówno czytaniem, jak i pisaniem?
Czytać zaczęłam bardzo wcześnie, bo jeszcze w zerówce. Nim zaczęłam pierwszą klasę miałam za sobą ukochane Baśnie Braci Grimm (oryginalnie, nie te przesłodzone) oraz „Awanturę o Basię”. To one rozpalały moją wyobraźnie, dawały nadzieję i wytchnienie od niewesołej rzeczywistości.
Gdy miałam osiem lat, zaczęłam pisać wiersze. Pamiętam, że pierwszy z nich był o dualizmie świata, a jako przykład podałam różę: piękną, pachnącą i uwielbianą niemal przez wszystkich, pomimo jej kolców. Najpłodniejszym okresem był czas liceum oraz studiów. Z prozą obchodziłam się dużo ostrożniej. Na poważnie zajęłam się pisaniem pod koniec 2016 roku.

6. Czy wydarzenia, które wydarzyły się w Twoim życiu wpływają na to, o czym piszesz?
Oczywiście. Choć trudno w to uwierzyć, w każdej z książek zawarte zostały jakieś wydarzenia z mojego życia. Śmieję się, że swoją ostatnią książką o sobie, wprawię was w niezłe zdumienie ;)

7. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnym miejscu na Ziemi – gdzie by to było?
No ba! Nie wiecie? Ale na serio, za kilka lat przeniosę się tam na stałe. Wiele osób tam na mnie czeka ;) Oczywiście, to Indie <3

8. Gdybyś miała milion złotych, co byś z nim zrobiła?
Najpierw mogłabym potrzebującym, a potem za resztę pieniędzy, bez zbędnej zwłoki, wykonała punkt 7 tego wywiadu :)

9. Skoro życie jest takie krótkie, dlaczego nie robimy tylu rzeczy, które lubimy?
Po pierwsze, z braku finansów, jak myślę. Jako drugi, plasuje się strach przed krytyką ale i przed spełnieniem marzenia. Często jest tak, że po spełnieniu najważniejszego celu, nie potrafimy znaleźć nowego, równie inspirującego, od tego, przez nas już osiągniętego.

10. Co robisz, gdy nikt nie patrzy? (To pytanie ma charakter typowo humorystyczny😊)
Udaję, że śpiewam. Trudno się powstrzymać, słuchając porywających za serce i duszę utworów. Na ulicy wygląda to nader dziwnie, dlatego nikt nie może zobaczyć ;)

Bardzo dziękuję za możliwość „przepytania” Cię. Mam nadzieję, że pytania nie były problemowe.
Życzę wszystkiego dobrego!
To ja dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tym świetnym projekcie. Gratuluję pomysłowości i również życzę wszystkiego dobrego. Mam nadzieję: do następnego razu :)

niedziela, 5 maja 2019


RECENZJA „Save you” Mona Kasten

O książce:
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 400
Cykl: Maxton Hall
Tom: 2
Wydawnictwo: Jaguar

Opis książki:
Nikogo dotąd nie obdarzyła takim uczuciem.
I n ikt dotąd tak boleśnie jej nie zranił.
Ruby najbardziej chciałaby wrócić do dawnego życia, do czasu, gdy w elitarnym Maxton Hall nikt jej nie znał. Nie może jednak zapomnieć o Jamesie. Szczególnie że chłopak robi wszystko, co w jego mocy, by ją odzyskać.
Kiedy rodzina Jamesa przeżywa trudne chwile, dziewczyna pojmuje, że ich miłość od początku nie miała szans. Bo zamiast szukać u niej wsparcia, James łamie jej serce.
Ruby postanawia skupić się na wymarzonych studiach w Oksfordzie, jednak James nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć. Nie chodzi tylko o wspomnienia wspólnych chwil, które powracają, gdy Ruby najmniej się tego spodziewa. James wie, że zachował się niewybaczalnie, teraz stara się wszystko naprawić. Pytanie tylko, czy dziewczyna zdobędzie się na odwagę, by jeszcze raz podjąć ryzyko...”


Moja opinia:
Bardzo czekałam na drugi tom tej serii, gdyż pierwszy pochłonął mnie w całości. Zakochałam się w tym cyklu i pragnęłam wrócić do bohaterów. No cóż, teraz pozostało mi czekanie na trzeci tom, tymczasem zapraszam Was na recenzję.

Ruby i James wiodą spokojne, normalne życie. I kiedy wszystko zaczyna się układać, spada na nich cios. James nie potrafi poradzić sobie z tragiczną sytuacją, która go dotknęła i łamie serce swojej wybranki. A Ruby mimo wszystko stara się mu pomóc uporać z śmiercią matki, wspiera go, jest dla niego oparciem. Jednak ich relacje wciąż są zdystansowane, nie potrafią wrócić do tego, co było. Mężczyzna obwinia się za to, jest mu wstyd, że zawiódł partnerkę i stara się odzyskać jej zaufanie. Stara się, aby było tak, jak dawniej.

Twórczość Mony Kasten bardzo wpasowała się w mój gust. Autorka pisze lekko i przyciąga uwagę. Jej powieści są życiowe i osadzone w realistycznym klimacie. Podoba mi się zarówno tło fabularne, jak i kreacja bohaterów. Doceniam również zdolność autorki do lekkiego wplatania w treść zwrotów akcji. Te wątki są niewymuszone i stanowią delikatne przejścia do innych treści.

Ponadto, Mona Kasten w równie niewymuszony sposób opisuje relacje międzyludzkie. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna, co sprawiło, że dobrze mi się czytało tę powieść. Nie lubię, gdy relacja jest sztuczna. Podoba mi się również humor w tej książce, którego tutaj nie brak. Aczkolwiek mam żal do autorki, że zostawia czytelnika z takim zakończeniem! Chciałabym już mieć tom trzeci, aby wiedzieć co dalej. Ale na to niestety musimy poczekać, a autorka w finale zrzuca bombę, która wybucha, ale niestety nie wiemy co jest dalej…

Książki tej autorki są naprawdę dobre, czyta się je lekko, chociaż nasze emocje przeżywają prawdziwy rollercoaster. Mona Kasten potrafi porwać czytelnika, zaintrygować, wciągnąć i sprawić, aby został z jej powieściami na dłużej.
Polecam.

sobota, 4 maja 2019


RECENZJA „Drwal. Miłość, która narodziła się z natury” K. N. Haner

O książce:
Premiera: 15 maja 2019
Liczba stron: 304
Kategoria: romans
Wydawnictwo: Editio

Opis książki:
Zmysłowa, romantyczna, subtelna... Królowa Dramatów w nowym wydaniu!

Jason Parker, zraniony wydarzeniami z przeszłości, kilka lat temu porzucił wygodne życie w Cleveland i zamieszkał w drewnianym domu pośrodku lasu, z dala od ludzi. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie pokocha. W swoim azylu tworzy rzeźby, wyrażając w nich emocje, które nie do końca rozumie. Zdolny artysta zdobywa coraz większą popularność, ale konsekwentnie odmawia kontaktów z mediami.

Samantha Crow ma w życiu konkretny cel. Przebojowa i śmiała dziewczyna chce zostać dziennikarką, choć w głębi duszy pragnie zupełnie czegoś innego. Pewnego dnia dopina swego i namierza pracownię Jasona. Pod pretekstem wywiadu odważa się odwiedzić tajemniczego "Drwala".

To spotkanie, które nieoczekiwanie na dobrych kilka dni uziemia Jasona i Sam w leśnej samotni, sprawia, że zamknięty i skryty mężczyzna otwiera się przed, na pozór beztroską, kobietą. Choć oboje mają wiele tajemnic i nie potrafią odnaleźć właściwej ścieżki, to tylko oni mogą sobie wzajemnie pomóc. Czasami jednak prawdziwe uczucie to za mało, by przegonić demony przeszłości.

Las. Deszcz. Miłość, która narodziła się z natury.”


Moja opinia:
Cisza, spokój, jego samotnia. Z dala od ludzi, otoczony przyrodą, zapachem lasu, deszczu, szumem liści, wśród swoich psów czuję się szczęśliwy. Wydaje mu się, że kierunek jego życia, został obrany poprawienie. Wszystko jednak zaburza Samantha, która chcę przeprowadzić z nim wywiad. Siła natury sprawia, że zostają uwięzieni razem w jego otoczeniu. Przez ten krótki czas zbliżają się do siebie, ale nie wszystko idzie zbyt łatwo.

Ta kobieta ma swpje sekrety, które wkrótce wyjdą na jaw. Życie Jasona, które dotąd było spokojne i stabilne, w krótkim czasie zostaje mocno wywrócone. Będąc w swej samotni, odciął się od świata zewnętrznego, od wszystkich. Zapomniał o bliskich, a to może mieć poważne skutki.
Czy pomimo wyjazdu Samanthy, ich ścieżki jeszcze się skrzyżują?
Co tak naprawdę ukrywa nasza bohaterka?
Oboje potrzebują pomocy, czy będą tym dla siebie?
Przekonajcie się co jeszcze wydarzy się w ich życiu.

Muszę przyznać jedno, Kasia Haner zaskoczyła mnie i to bardzo. Oczywiście, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jej nowa odsłona bardzo przypadła mi do gustu. Bohaterowie tak różni, od tych jakich zawsze kreowała. Wiele fragmentów, które zaznaczyłam. Oboje bohaterowie uciekają przez czymś, ale czy ucieczka zawsze jest możliwa? Problemy trzeba rozwiązać, chociaż może okazać się to bardzo trudne. Niekiedy pokłada się wiarę w drugiej osobie, a ten ktoś to wykorzystuje. Nie łatwo później zaufać, pozwolić sobie na zbliżenie.

Bardzo podoba mi się ta nowa odsłona autorki, która jest bardzo romantyczna, a przy okazji zmysłowa. Wszystko jest wyważone, subtelne, czego bardzo mi brakowało w powieściach tej pisarki. Niemniej, ta książka przypadła mi najbardziej do gustu z twórczości K. N. Haner, a poza tym kusi klimatyczną okładką.

Kasia Haner pokazała, że nieraz nie trzeba dużo do szczęścia, wystarczy mieć obok kogoś kto nas rozumie. Szczęście można odnaleźć nawet pośrodku lasu, gdzie rządzi natura. I to w tym naturalnym środowisku zrodziło się coś pięknego, ale czy to przetrwa? Czy może jednak przyniesie ból?

„Drwal. Miłość, która narodziła się z natury” to piękna opowieść o ludziach, którzy dokonali niewłaściwych wyborów, które sprowadziły ich na nieodpowiednie tory. To powieść o miłości, nadziei, lęku, o sztuce zaufania, oraz o emocjach, które rodzą się w człowieku niezależnie od tego, co pragniemy w danej chwili czuć.

Polecam!


RECENZJA „Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych” Christel Petitcollin

O książce:
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 232
Kategoria: poradnik
Wydawnictwo: Feeria

Opis książki:
• Za dużo myślę.

• Moi bliscy mówią, że jestem zakręcona i że zadaję sobie za dużo pytań.
• W mojej głowie stale coś się kłębi – czasem marzę o tym, żeby wcisnąć wyłącznik umysłu.
• Mam wrażenie, że jestem z innej planety.
• Nie mogę sobie znaleźć miejsca.
• Czuję się niezrozumiany.

Czy chociaż jedno z tych zdań opisuje właśnie ciebie? Jeśli tak, prawdopodobnie rozpoznasz się w profilu osoby nadwydajnej mentalnie. Cóż, bycie nadwydajnym bywa naprawdę męczące, ale twój mózg – właśnie ten, który myśli zbyt wiele – to prawdziwy skarb. Jego subtelność, złożoność i szybkość, z jaką działa, są naprawdę zdumiewające, a pod względem mocy można go porównać z silnikiem Formuły 1!
Ale bolid wyścigowy nie jest zwykłym samochodem. Gdy prowadzi go jakiś niezdara, może się okazać kruchy i niebezpieczny. Potrzebuje kierowcy najwyższej klasy i toru na swoją miarę, by wykorzystać swój potencjał.
Do tej pory to mózg wiódł cię po wertepach. Czas jednak, abyś przejął stery, i to już od dziś. Dzięki tej książce nauczysz się wykorzystywać niezwykłe możliwości swojego umysłu, który do tej pory wydawał się nie do ogarnięcia! A do tego poczujesz ulgę i wreszcie odetchniesz pełną piersią, akceptując siebie i swój fantastyczny umysł.”


Moja opinia:
Debiutancka powieść Christel Petitcollin tyczy się ludzi zbyt wrażliwych, nadmiernie analizujących, przejmujących się wszystkim, co ich otacza. Ludzi, którzy po prostu zbyt dużo myślą, co w tym przypadku jest negatywne.

Nieustanne analizowanie wszystkiego, rozkładanie każdej sytuacji na czynniki pierwsze… brzmi znajomo? U mnie niestety tak. Zbyt wiele rzeczy mnie rusza, wszystko muszę mieć zaplanowane, a brak wiedzy na jakiś temat mnie dobija. Męczy mnie, gdy nie wiem, co się wydarzy. Gdy nie wiem, jak gdzieś dojechać. Gdy ktoś powie mi coś niemiłego. Nie umiem sobie poradzić z niewyjaśnionymi sytuacjami, z nierozwiązanymi problemami, z konfliktami. Muszę mieć wszystko załatwione, co może jest pozytywną cechą, niemniej na dłuższą metę jest to kłopotliwe.

Dlatego bardzo chciałam sięgnąć po tę książkę, po prostu musiałam ją przeczytać. Z lektury dowiedziałam się, że kluczową rolę w takich sytuacjach odgrywa mózg, a dokładniej kwestia neurologiczna. Autorka dokładnie opisała jak w przypadku ludzi wysoko wrażliwych działa mózg, na czym polega jego nadwydajność. Bardzo mi się to podobało, gdyż w końcu otrzymałam fachową literaturę na interesujący mnie temat.

Książka nie jest nudnym poradnikiem, jaki możemy znaleźć w literaturze naukowej. Autorka podzieliła tę publikację na kilka części, z których każda opowiada o czymś innym. Najbardziej podobała mi się część druga, w której autorka porusza aspekty psychologiczne. Mówi między innymi o tym, jak ludzie próbują się dostosować do społeczeństwa, mówi o postrzeganiu siebie. Jest to o tyle ważne, gdyż maniakalna potrzeba zmieniania siebie, aby dostosować się do innych może prowadzić do wielu zaburzeń, a nawet tragedii.

Ta książka jest naprawdę warta poznania. Możesz lepiej zrozumieć siebie, zwłaszcza, jeśli w siebie wątpisz, bądź wciąż szukasz odpowiedzi na to, kim jesteś. Co prawda, nie jest to lektura na jeden raz, lecz warto ją rozłożyć na kilka dni.

„Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych” to bardzo wartościowa publikacja, którą polecam każdemu.


RECENZJA „Na krawędzi. Pocałunek ciemności.” Kamila Malec

O autorce:
(1988r.) romantyczna waga, z wykształcenia specjalista administracji, który spełnia się jako żona i mama dwóch córek. Rodowita darłowianka, która w świecie social media porusza się jako MamaNaPetardzie. Zakochana w morzu i górach, gdzie osadza bohaterów powieści. Pasjonatka podróży i poszukiwaczka ziaren prawdy w legendach. To co nieznane i tajemnicze nie stanowi dla niej przeszkody w dotarciu do prawdy. Swoje myśli przelewa na papier przy rytmach muzyki, z którą słowa płyną niczym nurt rzeki.

O książce:
Data wydania: 17 kwietnia 2019
Liczba stron: 248
Kategoria: fantastyka
Wydawnictwo: WasPos

Opis książki:
Joanna wiedzie z pozoru normalne i spokojne życie u boku ukochanego męża. Nie spodziewa się, że wyjazd w góry, który otrzyma od Kuby w prezencie urodzinowym, na zawsze odmieni ich życie. To, co było pewne staje się wielką niewiadomą, a ona sama nie wie już do końca kim jest, bowiem budzą się w niej moce, o których nie miała pojęcia. Na dodatek ukochany zostaje porwany do czyśćca i tylko ona jest osobą, która może go uratować.

Kobieta przekracza granicę światów i z pomocą rajskiej Ewy rusza na spotkanie z nieznanym, aby ratować swoją miłość. Czy będzie miała tyle odwagi by stawić czoła zaświatom, których każdy się boi?

Tu niczego nie można być pewnym, a legendy stają się rzeczywistością.”


Moja opinia:
Debiut Kamili Malec to bardzo mocne wejście w świat autorów, w świat fantastyki. Autorka ciekawie połączyła ze sobą różne motywy pokazując, że niekiedy nasze przeznaczenie ma nad nami większą władzę, niż byśmy tego chcieli.

Główna bohaterka nie była zwyczajną dziewczyną, ale takową pragnęła się stać. Przeszkadzała jej w tym płynąca w jej żyłach magia. Joanna zawała pakt, który dał jej szansę na normalne życie, niestety, nie przewidziała wielu rzeczy. Jeden wyjazd diametralnie zmieni jej życie i pozbawi ją dotychczasowego szczęścia. Joanna na nowo będzie musiała zawalczyć o swoją rodzinę, poza granicami tego świata…

„Wiem tylko, że potrafię więcej niż inni tacy jak ja. Każdy z nas miał po jednym darze – w większości była to umiejętność mieszania leczniczych ziół. Tych nazywano znachorami. Ja natomiast potrafię więcej, o wiele więcej. Odczytuję aurę człowieka i potrafię stwierdzić, czy na coś choruje, czy też dolega mu coś innego. Z dużym wyprzedzeniem wyczuwam zarówno niebezpieczeństwo, jak i istoty nadprzyrodzone. O tak w tym jestem najlepsza ze wszystkich.”

Kobieta ma nadprzyrodzone dary, które pomogą jej w walce o męża. Joanna będzie musiała poświęcić wiele, naprawdę wiele, aby uwolnić ukochanego z Czyśćca.

Powieść Kamili Malec to naprawdę świetna książka osadzona w klimacie fantastyki. Autorka odważyła się sięgnąć po rzadko podejmowaną tematykę, mianowicie weszła w zaświaty, które są nam dobrze znane z religii.

„Na krawędzi. Pocałunek ciemności” to książka o niebywałej sile miłości, o pragnieniu normalnego życia, nadziei. Nasz świat przeplata się z legendami, a książka sama w sobie jest wyrazem przeogromnej kreatywności autorki. Kamila Malec posiada niezwykłą wyobraźnię, która w połączeniu z papierem pozwoliła nam na poznanie tak rewelacyjnej historii.

Książka bardzo mi się podobała, jest wciągająca i inna od tego, co do tej pory znałam. Polecam wszystkim i czekam na kolejne powieści spod pióra tej autorki.

Popularne posty