Tu mnie znajdziecie ♥

środa, 16 stycznia 2019



RECENZJA cyklu "Tristan i Danika"
Seria Tristan i Danika składa się z tomów: „Bad Things”, „”Rock Bottom”, „Lovely Trigger”

Zdecydowałam się na recenzję zbiorową z kilku powodów, przede wszystkim dlatego, że każda część to dalsze losy Tristana i Daniki. Chciałabym uniknąć zaspoilerowania Wam czegoś, gdyż ten cykl jest naprawdę warty poznania. Każdy tom jest bezpośrednią kontynuacją wcześniejszego i jest to jedna historia, rozbita na trzy części, pełne emocji, w których znajduje się tak wiele bólu, cierpienia, masę sprzecznych uczuć, z którymi nasi bohaterowie walczą. Ich droga jest trudna i pokazuje, że nie zawsze miłość wystarczy do tego, by być razem.

Mężczyzna o wybuchowym charakterze, o osobowości, która może zafascynować, ale i przerazić. Wydaje się takim typowym „bad boyem”, a bynajmniej stwarza takie pozory. Uwierzcie mi, niejedna z Was podczas czytania złapie się na jego urok, niejedną z Was przyciągnie jego charakter, wygląd, osobowość.

Nie łatwo nie poddać się temu, co pcha Danikę i Tristana ku sobie. Oboje oddają się pożądaniu, które przeradza się w uczucie, bo bez wątpienia ono im towarzyszy. Trzymanie się z dala od siebie jest trudne, ale bycie razem wcale nie jest łatwiejsze. Dwa silne charaktery, do czego to może doprowadzić? Wydaje się, że do nieszczęścia, które zawisło nad nimi i zniszczyło Tristana. Danika stara się w tych chwilach być przy nim, ale to nie wystarcza, bo demony z jakimi walczy Tristan, bardzo go przerażają. Spada z krawędzi na której stoi i nawet silne ramiona Daniki, które zawsze są na wyciągnięcie ręki mogą tu nie wystarczyć. Uczucie, które niszczy, to jest właśnie to, co jest między nimi. Czy z takiego uczucia może wyniknąć coś dobrego? Dajcie się wciągnąć w tą burzliwą opowieść i przekonajcie się o tym.

Trzy tomy, które czyta się naprawdę szybko pokazują, jak łatwo poddać się cierpieniu, jak łatwo się w nim zatracić i zapomnieć o tym co ważne. Często zapominamy o tym, co się w życiu liczy, na rzecz własnych smutków i słabości. Często rezygnujemy z pomocy innych, bo staramy się być silni, samodzielni. To, co spotkało głównych bohaterów tej powieści pokazuje, że warto móc na kogoś liczyć. Bohaterowie zmagali się z nie jedna tragedią, niejednym problemem, trudną sytuacją. Tristan zatracił się w niej i w kolejnej. Nawet siła Daniki nie wystarcza, ale co zrobić, gdy ktoś nie chce pomocy. Ta historia mocno mną wstrząsnęła, chociaż ostatni tom, biegnący w zdecydowanie innym tempie niż poprzednie, nie był do końca moim ulubionym, ale mimo wszystko nie mogło go zabraknąć. Czy te książki są dowodem na to, że miłość przetrwa wszystko? Czy jednak ich totalnym zaprzeczeniem?

Ta seria poza intrygującą i wciągającą treścią posiada świetne okładki. Bardzo mi się podobają, są tajemnicze i idealnie dopasowane do klimatu, w którym utrzymana jest powieść. Polecam Wam tę serię, chociaż nie jest to łatwa opowieść, jednak warto poświęcić jej kilka wieczorów.

wtorek, 15 stycznia 2019



RECENZJA PATRONACKA „Brithday Girl”, Penelope Douglas

O książce:

Data wydania: 9 stycznia 2019
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: NieZwykłe


Opis książki:

Penelope Douglas, autorka bestsellerów z list "New York Timesa", przedstawia nową opowieść o zakazanej miłości…

Jordan
Przygarnął mnie, gdy nie miałam dokąd iść. Nie wykorzystuje mnie, nie rani ani o mnie nie zapomina. Nie traktuje tak, jakbym była niczym. Nie bierze mnie za pewnik. Nie sprawia, że czuję się zagrożona. Nie zapomina o mnie. Śmieje się razem ze mną. Patrzy na mnie. Słucha. Broni. Zauważa. Czuję na sobie jego oczy, gdy razem jemy śniadanie. Kiedy wraca z pracy, moje serce zaczyna bić szybciej na dźwięk parkującego na podjeździe samochodu. Muszę to zatrzymać. To się nie może wydarzyć. Siostra powiedziała mi kiedyś, że porządni faceci nie istnieją, a nawet jeśli na jakiegoś trafię, to i tak pewnie będzie zajęty. Sęk w tym, że to nie Pike Lawson jest zajęty. Tylko ja.

Pikei
Przygarnąłem ją, bo myślałem, że jej pomagam. W zamian czasem coś ugotuje i trochę posprząta. Jasny układ. Szybko zrozumiałem, że to wcale nie będzie takie proste. Muszę się powściągać, by o niej nie myśleć i przestać wstrzymywać oddech za każdym razem, gdy trafiamy na siebie w domu. Nie mogę jej dotknąć i nie powinienem tego pragnąć. Jednak za każdym razem, kiedy nasze ścieżki się przecinają, ona coraz bardziej staje się częścią mnie. Nie możemy sobie na to pozwolić. Ma dziewiętnaście lat, a ja trzydzieści osiem. Jestem ojcem jej chłopaka. I tak się niefortunnie składa, że oboje właśnie wprowadzili się do mojego domu.”




Jordan jest młoda i ambitna, nie marzy o życiu w bogactwie i rzeczach przyziemnych. Chce jedynie, by jutro było lepsze niż dzisiaj. Chce mieć dom i kochającą rodzinę, czyli coś czego nigdy nie miała. Przez to wszystko nie jest jak typowa dziewiętnastoletnia dziewczyna. Jest inna, dojrzalsza, co musiała coś w sobie zmienić. Zacząć dorosłe życie, będąc jeszcze nastolatką, młodą dorosłą.


W dniu swoich urodzin spotyka Pike’a, który później okazuje się ojcem jej chłopaka i przyjdzie im razem zamieszkać. Cole, jej chłopak, nie okazuje jej zbytniego zainteresowania, nie dba o nią, a przyjaźń, z której zrodziło się ich uczucie, stopniowa umiera, gaśnie, przemija. Jordan w ich związku czuje się samotna, w tej samotności odnajduje wspólny język z Pikiem. On ją rozumie, daje jej poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i jest wtedy, gdy go potrzebuje, a Cole coraz bardziej zaczyna gubić się w życiu, błądzi aż doprowadza to do sytuacji, w której niszczy coś bezpowrotnie. Pike jest oparciem dla Jordan, a ona daje mu coś, czego nikt nie dał, czyli chęć do życia, do bycia szczęśliwym, potrzebnym.

Uczucie które rodzi się pomiędzy nimi jest tak trudne do okiełznania, ale bariery jakie ich dzielą, przysparzają im zmartwień. Czy możliwe jest aby nasi bohaterowie odnaleźli razem szczęście, gdy dzieli ich różnica wieku, a na drodze stoi im Cole i cała masa innych rzeczy? Czy takie uczucie, taki związek ma szansę, aby przetrwać? Czy Jordan odnajdzie w końcu miłość? Czy ma szansę na normalne życie?


"Birthday girl" to niesamowita historia, napisana w prosty sposób i trafiająca wprost do serca. To opowieść o zakazanym uczuciu, które nie powinno mieć miejsca. Chociaż ja nie postrzegam tego w ten sposób. Bo czy różnica wieku jest istotna? Przecież to nie o to chodzi, gdy przychodzi się zmierzyć z miłością. U nich większym problemem stanowił według mnie Cole, którego nie chcieli zranić. Ale ten chłopak, bo nie można go na początku książki określić mianem mężczyzny, jest tak zagubiony, że sam nie wie czego pragnie. Doprowadza do sytuacji, przez które przekreśla tak wiele i rani innych.


Ta książka, może nie spodobać się każdemu, ale mnie uwiodła swoją jednak oryginalną fabułą. Niby prosta historia, o prostych, zwyczajnych ludziach, którzy mają banalne potrzeby i pragnienia. Którzy pragną po prostu być szczęśliwi, zrozumiani i przede wszystkim potrzebni. To jest historia mającą w sobie taką swoistą niepowtarzalność. Bohaterowie to osoby, które można spotkać w codziennym życiu, ale nie pozbawione pasji, ani wartości. Są to ludzie, którzy marzą o szczęściu, chociaż boją się je chwycić, sięgnąć po nie, przełamać się. Szczęście trzeba chwytać, ale ktoś powie, przecież są obawy, lęki, ale temu nie można dać się zniewolić, bo to tylko może nas spowolnić, zatrzymać w miejscu. Polecam Wam tę powieść, myślę, że warto poświęcić jej swój czas.

poniedziałek, 14 stycznia 2019



RECENZJA PRZEDPREMIEROWA „Inny początek” Honorata Wójcik – Tuliszka

O książce:
Liczba stron: 152
Kategoria: wspomnienia
Wydawnictwo: Novae Res

Opis książki:
Mówi się, że nie ma miłości silniejszej i piękniejszej niż macierzyńska. Że tylko ona może nadać prawdziwy sens życiu. Ale co zrobić, gdy upragniony moment, w którym dwoje kochających się ludzi zostaje rodzicami, nie nadchodzi, a każdy kolejny dzień jest pełen ogromnej tęsknoty i przypomina o tym, że wkrótce może być za późno?

Bohaterka „Innego początku” próbuje oswoić się z bolesną myślą, że nigdy nie będzie jej dane urodzić dziecka. I wtedy pojawia się słowo „adopcja”, a wraz z nim cała masa pytań. Czy to naprawdę jedyne rozwiązanie? Czy się uda? A co, jeśli nie?... To jedno słowo staje się początkiem długiej, niezwykle trudnej drogi. Drogi, podczas której co chwilę pojawiać się będą strach, niemoc i niepewność. A jednak na jej końcu czeka coś, o co warto zawalczyć... Nieopisana radość i spełnienie jakie daje pojawienie się w życiu tego upragnionego Małego Człowieka, który jest dopełnieniem wszystkiego i swojego rodzaju ratunkiem. Poczucie, że daje się szczęście dziecku, które w swojej biologicznej rodzinie tego szczęścia zaznać nie mogło. I pewność, że to była ta właściwa droga.”


„Inny początek” to wspomnienia, które czyta się z mocno bijącym sercem. Jest to rodzaj pamiętnika, osobistych przeżyć, które opatrzone są realnymi emocjami. Narratorką tej książki jest kobieta, która nie może urodzić dziecka i usiłuje pogodzić się z tą trudną sytuacją. Jednak jej chęć bycia matką jest tak duża, tak silna, że postanawia walczyć o swoje szczęścia. Wspiera ją w tym mąż, który również pragnie powiększenia rodziny.

W ich życiu pojawia się magiczne słowo, wręcz zaklęcie, które brzmi „adopcja”. Po wielu pytaniach, przemyśleniach i mieszaninie uczuć, małżeństwo decyduje się na adopcję. Nie jest to łatwa decyzja i wciąż buzują w nich emocje, wciąż pozostają pytania bez odpowiedzi.
Jak to będzie?
Czy damy radę pokochać czyjeś dziecko?
Czy to dziecko pokocha nas? Jakie będzie?
Jaka będzie jego płeć?
Czy nawiążemy bliską relację?
Czy się do tego nadajemy?
Czy nie ma innego wyjścia?

Decydując się na adopcję nie przypuszczali, że to wszystko tyle trwa, że potrzebne jest tyle procedur, a wizyty w ośrodku adopcyjnym… ah, tego nie będę zdradzać.

Krótka historia, która jest zawarta w tej książce opowiada o drodze, jaką muszą przejść pary, którym nie dane jest mieć biologiczne dziecko. Opowiada o wszystkich emocjach, o tym jak wygląda adopcja, jak wygląda życie z adoptowanym dzieckiem. Lektura jest naprawdę poruszająca, chociaż momentami trudna w odbiorze. Autorka momentami używała powtórzeń i pisała o czymś, co pojawiała się już wcześniej w książce. Ale poza kilkoma wadami książka jest naprawdę wartościowa. Pokazuje drogę, jaką musi pokonać serce, aby zaufać i pokochać. Pokazuje, że warto walczyć o swoje szczęście i uczy doceniać to, co mamy.



RECENZJA PRZEDPREMIEROWA „Anielski kokon” Karolina Wilczyńska

 O autorce:
Jest zodiakalną Panną i numerologiczną jedenastką. To połączenie sprawia, że wciąż toczą w niej walkę dwie natury i nigdy nie wiadomo która w danej chwili zwycięży: uporządkowana i realnie patrząca na świat, czy marzycielka i idealistka. Idzie przez życie w glanach lub boso – zależnie od tego, kogo i co spodziewa się spotkać. Najważniejszy dla niej jest człowiek (nie mylić z tłumem i ciżbą). Widok bezmyślnych ludzkich oczu, chamstwa i głupoty powoduje u niej długie okresy melancholii.
Przez świat podąża z nieustającą wiarą w dobro i sprawiedliwość, znosząc z godnością spotkania z mniej sympatyczną częścią ludzkości. Stara się zachować jak najwięcej z dziecięcej części swojej natury, dzięki czemu ma nadzieję nie stać się obojętną na los innych.
Lubi słoneczniki i bursztyny, twierdząc, że zaklęte są w nich słoneczne promienie.
Posiada dar nieograniczonego rozciągania czasu i dzięki temu w wolnych chwilach czyta, haftuje obrazy, robi powłóczyste swetry na drutach lub szydełku, zajmuje się decoupage’m. Kolekcjonuje ludzkie historie, więc bez obaw można opowiedzieć jej swoją.”

O książce:
Premiera: 16 stycznia 2019 (wznowione wydanie)
Liczba stron: 264
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Opis książki:
Każdy z nas inaczej postrzega świat i otaczającą go rzeczywistość. Czy jeśli ktoś wykracza poza normy, możemy mieć pewność, że to szaleniec? A może to my nie wiemy wszystkiego?

Olga ma trzydzieści lat, pracę w dużej korporacji, własne mieszkanie. I uwielbia zbierać aniołki. Ku uciesze nadopiekuńczej mamy spotyka się z przystojnym i bogatym mężczyzną. Niczego nie powinno jej brakować do szczęścia, a jednak…

Pewnego dnia otrzymuje na służbową skrzynkę pocztową dziwnego maila: ,,Zostałaś wybrana, by stać się aniołem’’. Myśli, że to żart, ale później zauważa obcego mężczyznę, który ją obserwuje. Najpierw wzbudza to w niej strach, potem złość, ale w końcu Olga postanawia rozmówić się z tajemniczym obserwatorem. Mężczyzna przekonuje ją, że została wybrana, aby czynić dobro.

Wznowienie nieoczywistej i intrygującej opowieści autorki bestsellerów. Karolina Wilczyńska proponuje Wam podróż do wewnętrznego świata swojej bohaterki. Sami zdecydujcie, co jest prawdą, a co tylko złudzeniem – jeżeli potraficie…”


Zacznę od okładki, która jest przepiękna, prawda? Subtelna, delikatna i idealnie komponuje się z tytułem powieści. Uwielbiam motyw aniołków, uwielbiam piórka, wszystko co lekkie, zwiewne i klimatyczne. Chociaż, w tej powieści nie wszystko jest takie, jakie może się wydawać. Autorka pokazała, że nie warto oceniać powieści po okładce.

Główną bohaterką tej książki jest Olga, trzydziestoletnia kobieta, która na co dzień pracuje w korporacji. Wyzysk i brak szacunku do pracownika to coś, z czym bohaterka spotyka się każdego dnia. Najważniejszy w pracy jest oczywiście szef, który jest tu panem, władcą, królem i monarchą bezwzględnym. Zostajesz po godzinach – nie możesz się sprzeciwić. Ogólnie wszystko musi być tak, jak jaśnie pan powie. I właśnie podczas jednych z wielu nadgodzin Olga dostaje nietypowego maila, którym w ogóle nie zamierza się przejmować, gdyż jest pewna, że to żart kolegów z pracy. Jednak po czasie… a no właśnie, tego warto się dowiedzieć samemu.

Ta książka jest pełna humoru, tajemniczości i pozytywnych wydarzeń. Uczy, że warto inaczej patrzeć na świat, życie i ludzi. Najczęściej zapamiętujemy osoby, które negatywnie wpłynęły na nas dzień, a nie te, które zrobiły zwyczajny, mały, miły gest. Zastanówcie się, kiedy powiedzieliście komuś bliskiemu „Koleżanka w pracy się do mnie uśmiechnęła”, „Kolega w pracy zrobił mi kawę”? A kiedy „Szef znowu się czepiał”, „Koleżanka mnie zdenerwowała, bo…”? Bardziej przywiązujemy uwagę do negatywnych wydarzeń, gdyż nas trapią. Jest to zupełnie normalnie, ale ani nie wpływa dobrze na nasze samopoczucie, ani nie jest przyjemnym tematem do rozmów. Prawda?

„Anielski kokon” to książka, która w zupełnie nieznany mi sposób ukazała motyw anioła, anielskości. Pokazała, że anioły są wśród nas, na ziemi. Każdy z nas takiego na pewno ma, tylko niekiedy tego nie dostrzegamy, bo działają subtelnie i nie oczekują oklasków za swoje działania. Zastanówcie się nad tym.

Ta książka jest naprawdę ciekawa, nie jest typową powieścią o której zapomnicie następnego dnia. Każdy z Was odbierze ją inaczej i wyciągnie z niej inne wnioski. Tę powieść pochłania się na raz, na jeden wieczór. Przeczytajcie, pokochajcie, przemyślcie i jeśli wywarła w Was takie wrażenie jak na mnie, to zostawcie ją w sercu na dłużej.

piątek, 11 stycznia 2019



RECENZJA „Siedem cudów” Agata Przybyłek

O autorce:
Agata Przybyłek "Pisarka i psycholog. Debiutowała w 2015 roku powieścią "Nie zmienił się tylko blond", obecnie ma na koncie kilkanaście bestsellerowych powieści. Zaczęła pisać, żeby poradzić sobie z trudnymi emocjami po zawodzie miłosnym. Szybko okazało się jednak, że jej książki podbijają serca czytelniczek w całej Polsce.

Jest autorką zabawnych i lekkich serii powieściowych, lecz ma w swoim dorobku także powieści poruszające trudniejsze tematy. Uwielbia też romantyczne historie oraz ciszę i spokój, które znajduje za każdym razem spacerując po jednej z mazowieckich wsi, z której pochodzi. Jak mówi w wywiadach, jej książki pisze za nią samo życie."

O książce:
Data wydania: 31 października 2018
Liczba stron: 384
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Opis książki:
Nadchodzi czas cudów. Tylko czy każdy może na nie liczyć? Ta książka to wyjątkowa opowieść o tym, co w życiu naprawdę ważne. Będzie chwilami lekko, a chwilami wzruszająco dokładnie tak, jak potrafi pisać tylko Agata Przybyłek!
Zostało siedem dni do świąt, lecz Monice daleko do świątecznego nastroju. Ciągle wpada na byłego chłopaka, dlatego marzy, by już pojechać do rodzinnego domu. Jednak tam, mimo aromatu pieczonych już przez mamę pierników, nikomu nie udziela się radosna atmosfera. Tata Moniki stracił pracę, ale nie chce nikomu o tym powiedzieć. A brat niefortunnie myli datę urodzin swojej ukochanej z urodzinami dawnej partnerki, co stawia pod znakiem zapytania skrzętnie planowane zaręczyny. Co jeszcze może pójść nie tak?
Czy bohaterowie mogą liczyć na to, że ich problemy znikną wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki? Zapach świerku, lampki na choince i przyjemne trzaski w kominku to nie wszystko, co gwarantuje spokój w sercu. Grudzień staje się czasem radości i miłości, tylko gdy wyciągnie się rękę do drugiej osoby. Niech ta niezwykła atmosfera stanie się też częścią twojego świata.”


Zegar coraz głośniej tyka, oznajmiając, że wigilia coraz bliżej. Został już tylko tydzień, równe siedem dni. Tak niewiele czasu, a bohaterowie tej powieści nie są jeszcze w świątecznym nastroju. Wszystko idzie niezgodnie z planem…

W tej powieści poznamy losy kilku bohaterów, których spotkają wyjątkowe wydarzenia, zwane również cudami. Każda z historii jest przedstawiona z narracji osoby, której dane wspomnienie dotyczy.
Na samym początku główną bohaterką jest Monika, młoda kobieta pracująca w perfumerii. Kobieta ma łatwą pracę, jednak ból pleców i stóp powoli dają jej się we znaki. Pociesza ją jedynie fakt, że do końca zlecenia zostało już niewiele czasu, który jednak niemiłosiernie się dłuży. Jednak wszystko się zmienia, gdy do jej pracy zagląda były chłopak, Ksawery. W kobiecie na nowo odżywają uczucia, a kolejne przypadkowe spotkania rodzą w niej nadzieję, że może uda się odzyskać straconą miłość? Czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki?

Ksawery jest studentem, który niedługo zakończy studia na Politechnice Gdańskiej. Bardzo udziela się na uczelni, głównie w kołach naukowych. Jest typem spokojnego mężczyzny, którego marzenia są bardzo życiowe. Pragnie założyć rodzinę i znaleźć stabilne zatrudnienie. Czy uda mu się spełnić marzenia? Czy jego wybranką ponownie stanie się właśnie Monika?

Książka opowiada również o losach młodej studentki, Ani, która jest w ciąży. Nie obchodzi świąt, gdyż w domu dziecka nigdy nie doświadczyła tej wyjątkowej atmosfery. Jej wątek był naprawdę trudny, ale podobał mi się najbardziej.

Poznajemy również Maćka, który jest bratem Moniki i pragnie oświadczyć się swojej dziewczynie. Kolejnymi bohaterami są również rodzice rodzeństwa, czyli Marek i Jolanta. Jedynie w matce Moniki i Maćka odnalazłam ducha świąt, tą iskrę Bożego Narodzenia.

Losy całej siódemki wzajemnie się przeplatają, dzięki czemu mamy mieszankę różnych wydarzeń i osobowości. Bardzo podoba mi się zabieg umieszczenia w powieści tylu bohaterów, którzy wychodzą na pierwszy plan. Ten zabieg pozwala spojrzeć na to samo wydarzenie z zupełnie różnych perspektyw. Bohaterowie, mimo iż żyją obok siebie, to żyją zupełnie różne. Każde z nich ma inne pragnienie, marzenia i nawet ten jeden dzień w roku będzie obfitował w wiele różnic.

Bardzo lubię tę autorkę, która niejednokrotnie pokazała, że ma fantastyczny warsztat pisarki. Agata Przybyłek jest osobą, która potrafi zainteresować czytelnika i wciągnąć go w świat w swoich bohaterów. Mimo iż powieść skupia się na kilku bohaterach, to nie zauważyłam, aby któryś z nich był niedopracowany. Autorka zadbała o szczegóły i dała każdej z swoich postaci wyrazistość i odrębność, dzięki czemu nie gubiłam się w wątkach.

Całość się spójna i naprawdę interesująca. Pisarka zadbała o intrygującą fabułę i barwne opisy, które pomogą nam się wczuć w Bożonarodzeniowy klimat tej powieści. Bardzo polecam, książka jest naprawdę magiczna i znajdziecie w niej „cudy”.

czwartek, 10 stycznia 2019



RECENZJA „W czepku urodzone. O niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy.” Weronika Nawara

O książce:
Data wydania: 13 lutego 2019
Kategoria: Literatura faktu
Wydawnictwo: Otwarte

Opis książki:
Pielęgniarki. Kończą trudne studia, dostają niskie pensje. Frustruje je, gdy traktowane są wyłącznie jako pomocnice lekarzy – przecież wykonują ciężką i wymagającą pracę. Często też niewdzięczną, bo pacjenci potrafią dawać w kość. A jednak kochają to, co robią. Czerpią z pracy ogromną satysfakcję i chcą opiekować się chorymi. Pielęgniarstwo to coś więcej niż zawód. Przejdź się z nimi po szpitalnym korytarzu, a dowiesz się, jak naprawdę wygląda ich życie.

"To były długie godziny rozmów z pracownikami różnych oddziałów i szpitali z wielu miast i placówek. Rozumiejąc ich przeżycia, analizując przemyślenia i wspominając własne doświadczenia, jeszcze głośniej mogę powtórzyć jedno z moich ulubionych pytań: Jestem pielęgniarką, a jaka jest twoja supermoc?


Bardzo lubię książki o tematyce medycznej, w szerokim znaczeniu tego słowa. Ciekawi mnie, jak to wszystko wygląda os strony personelu medycznego. Tym razem sięgnęłam po książkę dotyczącą pielęgniarstwa. Jest to przede wszystkim trudny i niedoceniany zawód. Niedoceniany zarówno poprzez zarobki, jak ludzi, w tym pacjentów i wielokrotnie również lekarzy. Przecież pielęgniarka to tylko ta pani od „przynieś, wynieś, pozamiataj”. A przy tym nie narób hałasu, bądź na każde wezwanie, a nie tylko popijasz kawę w trakcie pracy. Przecież Tobie nie należy się przerwa. Jesteś robotem, który ma mieć cały czas energię i przyklejony uśmiech.

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda praca pielęgniarki? Przyznam, że ja nie, bo zupełnie bym się do tego nie nadawała. Kontakt z igłą, krwią i ranami nie jest czymś, co mnie fascynuje. Wolę o tym czytać, niż to praktykować. Jeśli, tak jak ja, nigdy się nad tym nie zastanawiałyście, to macie okazję poznać odpowiedzi na nurtujące Was pytania. „W czepku urodzone” to rozmowy młodej pielęgniarki z innymi osobami zajmującymi się tą profesją. Weronika Nawara zadała różne pytania i umieściła na nie odpowiedzi w tym zbiorze wiedzy na temat pielęgniarstwa. Autorka przeprowadzając wywiad skupiła się na istotnych kwestiach.

Podoba mi się różnorodność wypowiedzi, oraz fakt, że Weronika Nawara do swojej książki wybrała osoby z różnych stażem pracy. Jednak zabrakło mi tu więcej refleksji od autorki, jakiś podsumowań. W tej książce najmniej jest samej autorki, jej słów. A chętnie bym przekonała się, co osoba, która podjęła się spisania faktów na temat pielęgniarstwa myśli na wiele z podejmowanych tematów.

„W czepku urodzone” jest wartościową lekturą dla osób, które gustują w tej tematyce. Książka nie zachwyca, aczkolwiek jest ciekawa. Niemniej zaznaczam, że znajdziecie tu głównie cytowane wypowiedzi różnych osób z drobnym dodatkiem spostrzeżeń od autorki.

środa, 9 stycznia 2019



RECENZJA „31 korytarzy” Agata Rybka

O autorce:
Agata Rybka – ur. 1995, ukończyła klasę biologiczno-chemiczną w Liceum Ogólnokształcącym im. Fryderyka Chopina oraz Państwową Szkołę Muzyczną I Stopnia w Sochaczewie w klasie fortepianu, obecnie studentka filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Tłumaczka, nauczycielka, rysowniczka, miłośniczka muzyki filmowej. Prowadzi własną stronę „The Gallery of Shadows”. Mówi, że jej celem jest przełamywanie otaczających ją stereotypów”

O książce:
Data wydania: 8 grudnia 2017
Liczba stron: 288
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Novae Res

Opis książki:
„Kiedy wszystko bezlitośnie dzieli, warto zamknąć oczy i poszukać głębiej!

16-letnia Amelia zaczyna naukę. Wiecznie rozdrażniona uczennica wyróżnia się wśród koleżanek wyzywającym ubiorem i mocnym makijażem. Przez problemy z chorą mamą, strach przed kontaktami z rówieśnikami oraz konflikt z nauczycielką geografii dziewczyna trafia do szpitala. Z pomocą przychodzi Ula, jej przyjaciółka, oraz 38-letni nauczyciel matematyki, Witold. Mimo że Amelia z początku nie pała sympatią do profesora, między głównymi bohaterami rozwija się silne uczucie.”

Jak dobrze wiecie, lubię sięgać po debiuty, poznawać nowych autorów, którzy dopiero wkraczają w tej pisarski świat. Tym razem skusiłam się na powieść, której opis jest bardzo zachęcający. „31 korytarzy” to debiut Agaty Rybki, która napisała książkę o wyróżniającej się tematyce i wielowymiarowych bohaterach.

Amelia to szesnastolatka, która znacząco wyróżnia się swoim wyzywającym wyglądem i buntowniczym zachowaniem. Dla dziewczyny bardzo ważna jest opinia innych i widać, że zaufanie stanowi dla niej niemałe wyzwanie. Za całą tą wulgarną otoczką skrywa się przestraszona dziewczyna, która przed wszystkimi ukrywa trudne relacje z chorą matką. W szkole również nie ma łatwo, gdyż z wzajemnością nie przepada za jedną z nauczycielek. Brak bliskich więzi z otaczającymi ją osobami staje się mniej problemowy, gdy dziewczyna wchodzi w przyjacielską relację z Ulą, która staje się dla niej opoką, bezpieczną przystanią. W coraz bliższą relację wchodzi również ze swoim nauczycielem matematyki. Ta relacja nie jest lekka i prosta, jest nieprzyzwoita. Jak potoczy się życie Amelii? Jak będzie postrzegana przez innych? Jakie będą konsekwencje?

Witold, czyli nauczyciel Amelii jest dla mnie dosyć specyficzną postacią. Nie ukrywam, że nie przepadam za nim. Jest mężczyzną bez zasad moralnych, etycznych. Jest typowym egoistą, dla którego liczy się tylko własne dobro. Wielokrotnie miałam problem z zrozumieniem jego niejednoznacznych zachowań, ale w konsekwencji zawsze wychodził na tego złego, gdyż kogoś ranił. Nie był fair wobec swojej rodziny, czyli żony i dzieci. I nie mówię tu tylko przez pryzmat relacji z uczennicą, ale wiele innych zachowań.

„Ja w przeddzień Wigilii płakałem, myśląc o osobach spędzających Boże Narodzenie w samotności. O starszych ludziach czekających w domu opieki na swoje dzieci, które nigdy nie przyjechały. O pacjentach szpitali siedzących w brudnych salach udekorowanych byle jakim łańcuchem. Jako dorosły również płakałem. Płakałem, bo widziałem ludzi idących ulicami z torbami wypełnionymi alkoholem, by zapomnieć. Płakałem na widok dzieci śmiejących się do mężczyzn przebranych za Świętych Mikołajów. Płakałem, bo zapomniałem, jak to jest się tak śmiać.”

Wielokrotnie starałam się dać szansę Witoldowi, ale nie umiem tego zrobić. Natomiast Amelię starałam się zrozumieć i kibicowałam jej. W tej powieści bohaterowie są bardzo wyraźnie zarysowani i są bardzo stereotypowi. W niektórych bohaterach (zwłaszcza drugoplanowych) nie widziałam chęci do tego odejścia od etykietowania. W każdym razie, książka jest skierowana do młodzieży, zdecydowanie tej starszej. Tematyka, która jest tu poruszana jest dość kontrowersyjna. Cieszę się, że Agata poruszyła różne, ważne tematy, gdyż wielu nastolatków boryka się z różnymi sytuacjami, problemami i może znajdą tu odpowiedzi na niektóre pytania.

W tamtym momencie straciłam koleżankę. Kiedy opowiedziałam Uli o swoim życiu, kiedy wygrałam sama ze sobą i swoim strachem, kiedy przyznałam się do kłamstw i postanowiłam zacząć od nowa, kiedy poprosiłam ją o pomoc, zyskałam przyjaciółkę.”

W tej książce bardzo podoba mi się narracja pierwszoosobowa oraz fakt, że autorka nie szczędzi nam szczegółów. Opisy są konkretne i dosadne, a wydarzenia poznajemy zarówno z perspektywy Amelii i Witolda. Cieszę się, że autorka zastosowała taki zabieg, gdyż dokładnie mogłam poznać wydarzenia z punktu widzenia obojga głównych bohaterów.

„31 korytarzy” to historia o szerokiej gamie uczuć. Obojętności. Niechęci. Nienawiści. Miłości, zarówno tej małżeńskiej, rodzicielskiej, jak i dopiero rodzącym się uczuciu. Powieść jest naprawdę wzruszająca, w wielu momentach bolesna, ale pokazuje, że warto walczyć o siebie, o swoje szczęście, życie. Jeśli nie boicie się sięgać po powieści, które poruszają trudne tematy, a robią to w naprawdę dobry sposób to polecam sięgnąć po tę książkę. Agata Rybka weszła w świat pisarzy mocnym, pewnym krokiem i zrzuciła na czytelników prawdziwą bombę, którą warto rozbroić i zinterpretować według własnego uznania. Jeszcze raz: polecam.

poniedziałek, 7 stycznia 2019



RECENZJA PATRONACKA, PRZEDPREMIEROWA „Dziewczyna z warkoczem” Agnieszka Jordan-Gondorek

O książce:
Premiera: 14 stycznia 2019
Liczba stron: 416
Kategoria: literatura współczesna
Wydawnictwo: Replika


Opis książki:
Czy rozwód może okazać się najlepszą rzeczą, jaka spotyka kobietę?
Krystyna Hrynkiewicz jest pewna, że jej świat się zawalił. Mąż, z którym od lat starali się o dziecko, pewnego dnia radośnie oświadcza, że zostanie tatusiem. Problem w tym, że mamusią nie jest Krystyna, tylko sprzedawczyni z mięsnego.
Zrozpaczona Krystyna tylko dzięki ratunkowi przystojnego nieznajomego cudem unika śmierci pod kołami samochodu, nawet nie przeczuwając, że właśnie otwiera się nowy rozdział jej życia. Dla niej samej symbolicznym początkiem ma być wizyta w salonie fryzjerskim i pozbycie się długiego warkocza. Jakież jest jej zdziwienie, gdy zamiast znajomej fryzjerki w drzwiach wita ją spotkany wcześniej przystojny nieznajomy.”



„Dziewczyna z warkoczem” to historia Krystyny, która poświęciła dla swojego małżeństwa wiele, zbyt wiele, po czym została sama. Główna bohaterka to kobieta, która ma wspaniałą przyjaciółkę i dobrą pracę, w której odnosi sukcesy. Miała również rodzinę, ale zrezygnowała z kontaktów z nimi z powodu niechęci męża. Hubert nie potrafił docenić żony, uciekł w ramiona innej, gdy tylko pojawiły się problemy. Nie mógł mieć dziecka z własną żoną, trudno, jest przecież cała masa innych kobiet. Zostawił po sobie pustkę w mieszkaniu, w sercu Krysi i podpis na akcie rozwodu.

Zdruzgotana bohaterka po rozprawie sądowej nieomal wpadła pod koła nadjeżdżającego samochodu, gdyż wtargnęła na ulicę na czerwonym świetle. Z opresji, a raczej wiecznego spoczynku (bądź trwałego kalectwa) uratował ją tajemniczy mężczyzna, na którym Krysia wyładowała swoją frustrację po ciężkim dniu. Nieznajomy zniósł wszystko z pokorą, po czym każde poszło w swoją stronę. Jakież było zdziwienie głównej bohaterki, gdy po kilku dniach znów wpadła na mężczyznę, którego zaczęła później widywać coraz częściej, rozmyślać o nim coraz częściej…

Jeśli myślicie, że ta historia prostym tokiem będzie się toczyła w kierunku „żyli długo i szczęśliwie” to niestety, mylicie się. Życie Krystyny nie jest łatwe, o czym niejednokrotnie boleśnie się przekonacie. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, gdyż główna bohaterka i jej historia są warte poznania. Chciałabym natomiast skupić się na konstrukcji tej książki, która nie ma rozdziałów, czego nie lubię, ale… w zupełności nie przeszkadza to w czytaniu. Wiecie dlaczego? Bo tę książkę czytałam praktycznie jednym tchem, więc nie przeszkadzało mi to. Historię, mimo jej grubości pochłonęłam w dwóch podejściach (znowu muszę zwrócić uwagę na to, że uważam, iż sen jest rzeczą niepraktyczną. Zamiast spać moglibyśmy czytać książki!).

Agnieszka Jordan-Gondorek debiutuje w świecie pisarzy i robi to z wielkim wejściem. Historia przedstawiona w tej książce bardzo mi się podobała. Bohaterowie są wyraziści, zupełnie niestereotypowi i nieprzewidywalni. Nie umiałam przewidzieć biegu wydarzeń w tej książce, gdyż było ty wiele momentów kulminacyjnych. Zwroty akcji niejednokrotnie wprawiały mnie w osłupienie i zachęcały do dalszej lektury. Musiałam wiedzieć co będzie dalej i dalej. Autorka stworzyła niebanalną powieść w którą wplotła wiele ciekawych wątków i bohaterów. Moimi faworytami są Zoja, która jest naprawdę dobrze rozwiniętą postacią, oraz Japońska rodzina, którą szczerze pokochałam i chciałabym mieć tak oddanych ludzi wokół siebie.

Muszę docenić język, jakim operuje autorka, gdyż idealnie mi się czytało tę książkę za sprawą tego, jak dobierała poszczególne zwroty. Opisy, sytuacje… wszystko było opisane tak plastycznie, że bez problemu mogłam się przenieść w miejsca, w których była Krysia. Ponadto, książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, co naprawdę lubię.

Wszystko bardzo mi się podobało, ale dostrzegłam jedną, dużą wadę, którą pragnę zarzucić autorce. A mianowicie, czemu to jedyna napisana przez Ciebie książka? Chcę więcej!

„Dziewczyna z warkoczem” to idealny umilacz czasu, czytajcie! Bardzo, bardzo polecam.

niedziela, 6 stycznia 2019




RECENZJA „Postawić na szczęście” Anna Sakowicz

O autorce:
Anna Sakowicz (ur. 1972 r.) – absolwentka filologii polskiej, filozofii i edukacji filozoficznej na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Uwielbia wędrówki po meandrach literatury, czarny humor oraz zabawę konwencją literacką. Mieszka w Starogardzie Gdańskim. Publikowała artykuły w prasie pedagogicznej.

O książce:
Data wydania: 14 listopada 2018
Liczba stron: 352
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Cykl: Plan Agaty
Tom: 1
wydawnictwo: Edipresse

Opis książki:
„Agata to dziennikarka, która z powodu braku etatu w gazecie, zajmuje się blogowaniem. Pisze o mało atrakcyjnych pracach. Była więc już „babcią klozetową”, operatorem karuzeli i petsitterką. Jej młodsza siostra Pola od piętnastu lat porusza się na wózku inwalidzkim, jest wziętym grafikiem i koszykarką.


Agata zakłada się z młodszą siostrą, że w ciągu trzech lat schudnie, znajdzie męża i urodzi dziecko. Chce być jak Bridget Jones i powoli realizuje swój plan. Jednak nie jest to takie proste. Sprawy komplikują się po spotkaniu byłego chłopaka Emila…”


Agata to zdecydowanie pozytywnie zakręcona bohaterka. Kobieta jest dziennikarką, która nie pracuje w zawodzie (brak wolnego etatu), lecz zajmuje się blogowaniem. Jej pomysł na zaistnienie w blogosferze jest niezwykle kreatywny, a przy okazji pozytywnie wpływa na książkę. Mianowicie, główna bohaterka ma prawie 40 lat a na swoim blogu opisuje różne nieatrakcyjne prace w których podejmuje zatrudnienie na miesiąc. Jedno trzeba jej przyznać, w pracy nie zdąży się znudzić, czy też wypalić zawodowo! Podejmując kolejne zatrudnienia, jej życie toczy się bardzo dynamicznie, kobieta żyje ciągle w biegu i nie ma czasu (bądź szczęścia) w miłości.

Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę, oraz pewna bohaterka, czyli Pola. Jest to siostra Agaty, która porusza się na wózku inwalidzkim, a przy tym jest naprawdę niezwykle pogodną i energiczną postacią. Zakłada się z siostrą o to, że Agata w ciągu trzech lat schudnie, znajdzie mężczyznę życia i będzie miała dziecko. Uda się?

Książka, mimo wątków humorystycznych związanych z blogowaniem Agaty opowiada również o poważnych sprawach, czyli życiu osoby na wózku, relacjach rodzinnych. Motyw niepełnosprawności dał mi wiele do myślenia, zrozumiałam, że tacy ludzie też chcą czuć się atrakcyjni i nie być postrzeganie przez pryzmat swoich niedoskonałości. Ten temat jest trudny i naprawdę ciężko mi się wczuć w psychikę takiej osoby.

Uważam, że książka jest napisana bardzo dobrze, warsztat pisarki Anny Sakowicz jest na wysokim poziomie. Historia, którą przedstawiła autorka z pozoru wydaje się lekka, jednak niesie ze sobą przesłanie, które jest warte poznania. Powieść czytało mi się lekko, co jest w pełni zasługą plastycznego języka Pani Sakowicz, oraz ciekawie nakreślonej fabuły i dobrego skonstruowania bohaterów, zwłaszcza tych głównych.

Bardzo polecam i planuję sięgnąć po drugi tom tego cyklu.


sobota, 5 stycznia 2019


RECENZJA „Do kwadratu” Anna Sobańska


O autorce:
Anna Sobańska – pedagog społeczny, pracownik socjalny, specjalista ds. psychologii. Jest konsultantką dydaktyczną w szkole językowej. Tomik „Do kwadratu” jest zbiorem 107 wierszy wyselekcjonowanych przez autorkę spośród wszystkich, które stworzyła od czasów, kiedy była nastolatką do dnia dzisiejszego. 

Lubię sięgać po tomiki z wierszami, gdyż autor nie narzuca mi interpretacji. Dostanę zbiór liter układających się w słowa, które następnie układają się w zdania, tworząc wiersze. Takie dzieła mogę rozumieć dowolnie, mogę je przeciągać bez ustanku przez własne myśli, pozwalając, by za każdym razem zrozumieć je na nowo, zupełnie inaczej niż chwilę wcześniej. 

„Do kwadratu” to zbiór 107 wierszy, z których każdy jest zupełnie inny. Najbardziej do gustu przypadł mi „Plecami do siebie”, nad którym zatrzymałam się dłużej niż nad innymi. Ten wiersz zawiera w sobie wiele przesłań, a ja wciąż szukam nowych, staram się spojrzeć na niego z różnych perspektyw. Zrozumieć to, co chciała mi przekazać autorka, oraz zrozumieć to, co chce mi przekazać moja dusza. Tym wierszem zachwyciłam się najbardziej.

Uważam, że warto sięgać po poezję, aby pozwolić sobie na chwilę zadumy. Tomik wierszy Anny Sobańskiej jest niezwykle urokliwy i bardzo przystępny w odbiorze. Polecam sięgnąć po twórczość tej autorki, nie zawiedziecie się.

czwartek, 3 stycznia 2019



RECENZJA antologii „Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą”

O książce:
Data wydania: 22 listopada 2018 
Liczba stron: 338 
Kategoria: literatura obyczajowa, romans 
Wydawnictwo: Videograf

Opis książki:
„Podaruj najbliższym historie, które niczym zapach świątecznego piernika magicznie wypełnią wasze serca... Zbiór dziesięciu ciepłych opowieści, których tematyka związana jest ze świętami Bożego Narodzenia. Współautorkami są głównie pisarki reprezentujące szeroko pojętą literaturą obyczajową (Małgorzata Falkowska, Anna Harłukowicz-Nieczynow, Joanna Jax, Patrycja May, Diane Rose, Beata Schoenmakers, Łucja Wilewska), ale także pisarki kojarzone dotąd z literaturą grozy, które zaprezentują swą twórczość w nowej odsłonie (Joanna Dorota Bujak, Carla Mori, Joanna Pypłacz). Te czasem zabawne, czasem nostalgiczne historie pokazują z różnych perspektyw i w odmiennych stylistykach magię towarzyszącą świętom. Choć nie zawsze są one pasmem jedynie szczęśliwych chwil, z pewnością jest to czas cudów, kiedy wszystko może się odmienić.



Muszę przyznać, że nie sięgam często po opowiadania, gdyż wolę dłuższą formę tekstu. Lubię trochę pobyć z bohaterem, poznać go. Ale kobieta zmienną jest, poza tym, warto poszerzać swoje czytelnicze horyzonty, dawać szansę nowym autorom, a tu części nie znałam. W jednej książce miałam szansę spotkać się w twórczością kilku autorów, co ostatecznie przekonało mnie do sięgnięcia po tę antologię. No i oczywiście Falkowska, którą uwielbiam i chciałam ujrzeć w zimowej odsłonie.

Opowiadania napisane są piękną polszczyzną i idealnie wpisują się w zimowy, świąteczny czas. Są niezwykle klimatyczne, bardzo różnorodne, więc jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Podoba mi się to, że wydawnictwo zadbało, aby w tej książce nie było błędów, a uwierzcie mi, zwracam na to uwagę, a tu żadnego nie wyłapałam, nawet jednej literówki. Jeśli gdzieś pominęłam, to przepraszam, widocznie zbyt pochłonął mnie klimat tej książki.

A teraz zdradzę Wam, które opowiadania przypadły mi najbardziej do gustu. Moim zdaniem, jednym z opowiadań, które najbardziej przeniosło mnie w klimat świąt był tekst Diane Rose. Autorka ma niebywałą lekkość wypowiedzi, jej słowa przyciągają jak magnez. Historia, którą Diane stworzyła jest taka spokojna, pozwala się na chwilę zatrzymać, skłania do refleksji. Autorka w tak krótkiej formie zawarła tyle emocji, tyle uczuć, że niekiedy nie nadążamy zmieniać płaczu w śmiech. Ponadto, święta w tym opowiadaniu nie są przerysowane, są magiczne i piękne.

Bardzo podobało mi się również opowiadanie naszej polskiej pisarki, Anny Harłukowicz-Niemczynow, która jak zwykle wniosła swój optymizm do tej książki. Historia napisana przez Annę z pewnością przypadnie Wam do gustu, gdyż jej treść jest uniwersalna w odbiorze. Autorka ma w sobie coś, co pozwala zatrzymać jej historie w sercu na dłużej.

Małgorzata Falkowska również mnie nie zawiodła i jej opowiadanie wyróżniło się na tle innych. Falkowska w swoich książkach przedstawia różne osobowości i pokazuje, że warto wierzyć w ludzi. Pokazuje, że warto być dobrych dla innych, zwłaszcza w ten magiczny czas świąt. Jej historie są przepełnione dobrem, a język jakim operuje idealnie wpisał się w moje gusta czytelnicze, przez co uważam ją za jedną ze swoim ulubionych autorek.

Uważam, że „Czas cudów” to świetny prezent od wydawnictwa dla czytelników. Książka jest zbiorem fantastycznych opowiadań, w których naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Jest idealna na prezent, a czytać ją można nawet latem, gdy zatęsknicie za zapachem pierników, choinki, za śniegiem, który pada za oknem. Sięgnijcie po tę książkę, znajdźcie swoje ulubione opowiadania i czytajcie je, aby znów wrócić do świąt.


RECENZJA cyklu "Tristan i Danika" Seria Tristan i Danika składa się z tomów: „Bad Things”, „”Rock Bottom”, „Lovely Trigger”...